Na liściu leży kwiat drzemiący,żółtawobiały jak słoniowa kość. Słodki,że aż nudzi. Przedmiot pachnący - złośliwie tajemniczy świat - dziwny gość wśród nas,ludzi. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
RSS
środa, 14 listopada 2007

 

moodbard / Brian Cerveny
szczęśliwa klawiatura...autorstwa Briana Cerveny 

 

17:06, mpraczyk
Link Komentarze (1) »

Torty i torciki...
Urodziny, imieniny, ślub czy wystawne przyjęcie wymagają pięknej scenerii, ukochanych przyjaciół i.. odrobiny słodyczy. April Reed przygotowane przez siebie torty, deserowe ciasteczka i inne smakołyki dekoruje wstążkami, koronkami, ręcznie wykonanymi kwiatami..

Pyszne i gustownie podane..

  Torty April Reed

 a to mój najsłodszy ze wszystkich...


 

02:08, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 sierpnia 2007
Cesarzowa...


You are The Empress


Beauty, happiness, pleasure, success, luxury, dissipation.



The Empress is associated with Venus, the feminine planet, so it represents, beauty, charm, pleasure, luxury, and delight. You may be good at home decorating, art or anything to do with making things beautiful.

The Empress is a creator, be it creation of life, of romance, of art or business. While the Magician is the primal spark, the idea made real, and the High Priestess is the one who gives the idea a form, the Empress is the womb where it gestates and grows till it is ready to be born. This is why her symbol is Venus, goddess of beautiful things as well as love. Even so, the Empress is more Demeter, goddess of abundance, then sensual Venus. She is the giver of Earthly gifts, yet at the same time, she can, in anger withhold, as Demeter did when her daughter, Persephone, was kidnapped. In fury and grief, she kept the Earth barren till her child was returned to her.

What Tarot Card are You?
20:55, mpraczyk
Link Komentarze (1) »

czym dla mnie jest muzyka?
 "Muzyką słodzę, muzyką solę", słowa Tomasza Różyckiego doskonale odzwierciedlają mój stosunek do muzyki.

02:10, mpraczyk
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 sierpnia 2007

Ivete Sangalo & Alejandro Sanz...

14:56, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 sierpnia 2007
Summer wine...Ville Valo & Natalia Avelon
20:14, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2007

dziś truskawki, cukier, śmietanka...i gotowe!

18:04, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2007
a tak było miesiąc temu na Cape Breton, Nova Scotia, pięknie, malowniczo...
Park narodowy Cape Breton Highlands znajduje się na większym półwyspie sterczącym do zatoki St. Lawrence, znany jest z wysokich klifów i urwistych wybrzeży, najbardziej spektakularnych w północno-wschodniej Ameryce Północnej.
 

19:19, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2007

w oczekiwaniu z nadzieją i niecierpliwością na...

witam, wiem dawno już nie pisałam...minęło parę ładnych miesięcy od ostatniego mojego wpisu...Właśnie siedzę sobie i myślę (między czasie zajadam się soczystymi brzoskwiniami.....hmmm pychota) o tym co dzieje się we mnie, jakie jest to wspaniałe, że mogę dać komuś życie, jakie jest to cudowne... tak jakoś naszło mnie i postanowiłam o tym do Was napisać.. Pozdrawiam ciepło:-)
20:30, mpraczyk
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 grudnia 2006
Moi drodzy, życzę Wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia abyście spędzili ten czas w ciepłej i niepowtażalnej atmosferze. Udanego Sylwestra, świetnej zabawy i radości oraz pogody ducha w nadchodzącym roku 2007, abyście się bawili kiedy czas pu temu, byście spokojnie wędrowali swoją drogą życia. Oddanych i jak najlepszych przyjaciół, w sumie wszystkiego Naj, niech każdy sobie jakieś "Naj" znajdzie i by mu sie ono spełniło, tego będę Wam życzyła.
05:01, mpraczyk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 grudnia 2006

Coraz bliżej Świąt...na coraz większe zapędzenie recepta. Dobra kawa, przytulenie, uśmiech. I irlandzki wiersz, który warto przepisać kochanej osobie do pamiętnika:

Znajdź czas ...

Znajdź czas na pracę, to cena sukcesu./Znajdź czas na myślenie, to źródło siły./Znajdź czas na zabawę, to tajemnica młodości./Znajdź czas na czytanie, to podstawa wiedzy./Znajdź czas na uprzejmość, to brama do szczęścia./Znajdź czas na marzenia, to droga do gwiazd./Znajdź czas na miłość, to prawdziwa uroda życia./Znajdź czas na radość, to muzyka duszy./Znajdź czas na przyjemności, to nagroda za Twoją pracę./Znajdź czas na planowanie, wtedy starczy Ci czasu na pozostałe dziewięć spraw...

00:40, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 grudnia 2006

Dobre na szare grudniowe popołudnie...nic nie wpływa bardziej terapeutycznie jak dobry KOLOR:)
Akwarele portugalskiej malarki i projektantki FadaMrogana to soczysta, wręcz elektryzująca dawka energii!!!

Pinceladas 0062Pinceladas 00139Merry Christmas!!!MorangaSara, the little seahorseAguarelas 028
15:51, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 grudnia 2006

Świąteczne odliczanie...Brytyjskie studio One Point Oh przygotowało kartkę-film w bardzo świątecznym klimacie.  Poprostu maaaaagia...Sami zobaczcie!!! 

xMAS

21:00, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 grudnia 2006
Legendy o piernikach toruńskich cz.II
O piernikach, czyli o Bogumile i królowej pszczół
(jedna z kilku legend o piernikach toruńskich, a zwłaszcza o najpopularniejszej formie - katarzynce):
Dawne to dzieje były, bo już setki lat minęło od czasów, gdy w mieście pięknym Toruniu, z wypieku znakomitych ciast słynącym, sławny i szanowany mistrz Bartłomiej mieszkał. Szerokiej on sławy zażywał, bo wypiekane przez niego ciasta za najlepsze uchodzić stały nie tylko w Toruniu, ale i w drugich miastach dalekich. Co prawda ludzie szeptali, że to Bartłomiejowy czeladnik - Bogumił - takie przewyborne ciasta piec potrafi i że od samego mistrza jest w sztuce bieglejszy, ale sam Bogumił tym się nie chwalił.
Mistrz piękną córkę Katarzynę miał, do której co wieczór młody czeladnik tęsknie wzdychał. Mimo, iż Katarzyna odwzajemniała uczucie jego, Bartłomiej i jego małżonka, pulchna niczym pszenna bułka imć pani Marcjanna, niechętnym okiem na zaloty Bogumiła spoglądali. Bogumił zbyt ubogi był, a mistrzowi marzył się zięć równie majętny jak on. Podobał się mu zwłaszcza bogaty wdowiec, pasamonik, mistrz Pankracy. Tyle, że sama panna nie bardzo Pankracemu sprzyjała, bo i stary był i gruby i krzywy, ale Pankracy darami Katarzynę obsypywał. Pewnego razu, siedząc nad brzegiem Wisły i rozmyślając o swej ukochanej, Bogumił spostrzegł, że w wodzie pływa, przebierając z trudem łapkami, pszczoła. Skrzydełka miała zmoczone i bliska utonięcia była. Żal mu się jej zrobiło, przeto listek podsunął i z wody ją dostał. Pszczółka pięknie podziękowała i wesoła odfrunęła.
Wtem zdało się Bogumiłowi, że słyszy tuż za sobą jakiś głos cichy - ni to świergot ptasi, ni to struny brzdąkanie. Obejrzał się i aż usta ze zdumienia otworzył. Bo oto na kołyszącej się gałązce kaliny siedziała w złotej koronie Królowa Pszczół. Postanowiła odwdzięczyć się za uratowanie z topieli swojej siostry. Zdradziła mu więc sekretny przepis wypieku ciast piernika. Pochylił się Bogumił w pokłonie, bo nie był pewien czy mu się sen taki dziwny wyśnił, czy też naprawdę rzecz tak osobliwa się zdarzyła.
A w mieście gwar zastał i ruch niezwykły, wszystkich przy pracy utrudzonych, bowiem z niespodziewaną wizytą miał zjechać do Torunia król Jegomość, miłościwie całej polskiej ziemi i Królewskim Prusom panujący. Bogumił więc też zabrał się do wypieku i nie mówiąc nic nikomu dodał do ciasta miodu i przypraw korzennych zagranicznych - jak mu Królowa Pszczół przykazała. Kiedy ciasto było już gotowe wykonał z niego dwa serca, ułożył je naprzeciw siebie i połączył dwoma kółkami, symbolizującymi obrączki.
Rano piernik był gotowy. Kiedy wypiek ujrzał mistrz Bartłomiej bardzo się zdenerwował na ten kształt przedziwny i mało w szał nie wpadł. Niestety, na wypiek nowego ciasta nie było już czasu, król wjeżdżał do miasta. Burmistrz wraz z Radą Miejską przywitali króla racząc go poczęstunkami ludu toruńskiego wypieczonymi.
Gdy mistrz Bartłomiej na srebrnej tacy pierniki owe z miodem przez Bogumiła upieczone podał - rozległy się okrzyki pochwalne. Jako żywo nic jeszcze królowi nie smakowało, jak ciemne, wonne ciasto w dziwnych formach wypieczone. Wielkie było zdziwienie mistrza Bartłomieja, gdy króla zachwycił smak i kształt piernika. Bogumił pokłonił się i wytłumaczył symbol piernika i zdradził tajemnicę jego smaku, wyznał też, że wypiekając go myślał o Katarzynie.
Król wysłuchał opowieści Bogumiła i natychmiast zwrócił się do mistrza Bartłomieja z prośbą, by zezwolił na ślub Katarzyny i Bogumiła. Bartłomiej nie śmiał odmówić królewskiej osobie. Król nadał też czeladnikowi tytuł mistrza piernikarskiego i hojnie go złotymi dukatami obdarował. Miastu zaś wypieku i sprzedaży pierników po wszystkie czasy kazał przywilej wystawić i poprosił innych piernikarzy, by pierniki w kształcie uformowanym przez Bogumiła katarzynkami na tę pamiątkę zwano.
15:06, mpraczyk
Link Komentarze (2) »

Walka o ogień...Quest for Fire...DOSKONAŁOŚĆ...
Postanowiłam napisać coś na temat filmu "Walka o ogień", dlaczego? Byłam wielce zaskoczona kiedy w trakcie rozmowy z mężem dowiedziałam się, że film ten jest dla niego "obcą planetą". Pomyślałam, Oj tak nie może być! W krótkim czasie postarałam się aby tą zaległość "dobrego kina" nadrobić i to szybciutko...tak więc sie stało. Film ten w krótkim czasie został wyemitowany na lokalnym kanale telewizyjnym...zasiedliśmy więc przed ekran i reszta jest już historią...Powiem tylko tyle, po końcowej scenie, mąż skomentował całość jednym słowem, DOSKONAŁOŚĆ...

Quest for FireMoże napiszę troszkę na temat samego filmu...Moim skromnym zdaniem jest to wspaniała produkcja, film doskonały pod każdym względem. Reżyser i cała ekipa filmowa, która przyczyniła się do realizacji tego dzieła, może czuć sie dumna z uzyskanego rezultatu. A trafne uchwycenie takiego tematu, jak życie początków istnienia homo sapiensa sprzed 80000 lat, nie należy do zadań najłatwiejszych. Jest to dzieło wspaniałe, oddaje klimat tamtych czasów, w których "ten kto posiadał ogień, posiadał życie". Mistrzowsko odtworzone zostało zachowanie ludzi, którym przyszło żyć w tamtych odległych czasach, pięknie uchwycona została ich zwierzeczość, zaś samo poszukiwanie tytułowego ognia, przedstawiona została jako pełna niebezpieczeństw podróż, od której zależy życie pozostałych członków szczepu. Film niewątpliwie zmusza do intensywnych refleksji nad takimi zagadnieniami jak miejsce i przynależność człowieka do świata przyrody i relacji wiążacych jego z całą tą sferą. Widzowi, który ogladając ten film, nie oczekuje od niego tylko estetycznego wypoczynku, powinno nasunąc się także pytanie o naturę gatunku ludzkiego lub choćby o ewolucję ludzkiej wiedzy. Myśle, że film ten można interpretować także w kategoriach mitu prometejskiego (mit ten opiewa dzieje Prometeusza, który ukochał ludzkość – stworzył człowieka z gliny i łez – i ukradł ogień z Olimpu. Takie przynajmniej nasuneło mi się skojarzenie). Dzieło, film, mimo iż od jego stworzenia upłyneło już ponad 20 lat, jest pozycją musową, obowiązkową z którą każdy wielbiciel dobrego kina, jeżeli jeszcze tego nie zrobił, powinien się zapoznać.

00:10, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 grudnia 2006
kiedy...
kiedy maluję...świat jest inny...wchodzę w inna przestrzeń...jest to przestrzeń rozciągająca...nieziemska...odnajduję w tym coś nowego...
kiedy czytam książki...nie widzę liter...prze demną obrazują się historie czytane, czuję wtedy ciepły promień słońca na mym poliku...a we włosach wiatr szumiący...
kiedy marzę...świat się kręci...jest niezwykły...a przedmioty wokół zaczynają oddychać...
Sue Blackwell, artystka z Wielkiej Brytani doskonale wie o czym mówię...Jej prace...co tu wiele mówić....zobaczcie sami ...
Su Blackwell
20:05, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 grudnia 2006
Znane przysłowie z XVII wieku do najlepszych wówczas rzeczy w Polsce zalicza
gdańską gorzałkę, toruński piernik, krakowską pannę i warszawski trzewik.
Na takie wyróżnienie zasłużyło miasto Toruń wieloletnią pracą i kunsztem mistrzów piernikarzy,
których sława przekroczyła daleko granice Rzeczypospolitej.
Xmas biscuitsx...a w moim domu pachnie piernikiem...od dwóch dni piekę pierniki, pierniczki, zapach cynamonu, goździka, pieprzu, gałki muszkatowej, karmelu, miodu zagościł w mym domu, domu świątecznym
ps. Ciasteczkowy Świąteczny Kalendarz :)

Legendy o piernikach toruńskich cz.I
Legendy na temat toruńskich pierników - najsłynniejszego i najbardziej toruńskiego z toruńskich wyrobów, nie są tak stare jak sama tradycja wypieku tych ciastek, ale za to jest ich najwięcej, są najbarwniejsze, a przede wszystkim odnoszą się do jednej z najsłynniejszych rzeczy Torunia, źródła jego sławy. Prawie 700-letnia historia piernika jest pełna tajemniczych bajań. Powstawały one z powodu niepowtarzalnego korzennego smaku i wymyślnych kształtów. Szczególny rozwój piernikowych legend przypada dopiero na XIX wiek; wraz z rozwojem baśniopisarstwa w tym okresie, m.in. braci Grimm, powstał klimat do tworzenia takich opowieści.
O pierwszym toruńskim znanym piernikarzu
(legenda dot. Niclosa Czana, pierwszego piernikarza wymienianego kilkakrotnie z nazwiska około 1380 roku):
Dawnymi czasy, w jednym z licznych toruńskich warsztatów piekarskich, terminował u pewnego mistrza czeladnik, niejaki Mikołaj Czan. Pewnego dnia poczuł się niedomagający i chciał pójść do domu. Mistrz stanowczo nie zgodził się, bo trzeba było upiec dużo chleba, bułek i rogali na rano. Młody czeladnik został więc, ale robota szła mu wyjątkowo opornie. Zmęczony przez pomyłkę zamiast wody dodał do ciasta miodu. Przerażony stwierdził, że ciasto pociemniało i stało się słodkie. Pospiesznie zaczął wykrawać różne porcje o nieregularnych kształtach i powkładał je do gorącego pieca. Po czasie, gdy ciasto wyrosło, spęczniało, ułożyły się śmieszne figurki. Nie dość, że miały nowy, niespotykany smak, to były ciekawych kształtów. Jednak nie bez strachu na reakcje klientów, stanął rano przy kramie i zaczął nieśmiało zachęcać do kupna wypieków. Mieszczanie z ciekawości zaczęli kupować ciasto Mikołaja, a ponieważ było bardzo dobre i posiadało niespotykany dotąd kształt, wykupili szybko wszystko. Zachęcony taką sytuacją młody piekarz, po pasowaniu na mistrza, zaczął udoskonalać ciasto dodając różnych przypraw korzennych - piernych, sprowadzanych przez kupców toruńskich z krajów zamorskich, dalekowschodnich. Tak powstały znane pierniki toruńskie.
żródłó:www.torun.z.pl.com
17:55, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 grudnia 2006


"Potrzebowałem czasu, aby zrozumieć moje nenufary...
Zaczołem je hodować z czystej przyjemności, nie myśląc, że kiedykolwiek je namaluję.
Krajobraz nie może oczarować w ciągu jednego dnia.
A póżniej nagle objawił się cały cud urody mego stanu i chwyciłem za paletę."
-Claude Monet-
21:57, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 grudnia 2006

POLACY WICEMISTRZAMI ŚWIATA!!!

Polscy siatkarze wicemistrzami świata! W finale podopieczni Raula Lozano przegrali z Brazylią 0:3.

15:45, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 grudnia 2006
POLSKA W FINALE!!!!
KIMIMASA MAYAMA

AFP

Polska pokonała Bułgarię 3:1 w półfinale mistrzostw świata siatkarzy i zagra z Brazylią o złoty medal.

16:05, mpraczyk
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 listopada 2006
 Historia naturalna i moralna jedzenia
Maguelonne Toussaint-Samat
Sięgnijcie po te pozycję - obcowanie z nią to prawdziwa radość, o czym można się przekonać, zapoznając się z kilkoma fragmentami. Książa jest historią jedzenia, głównie w aspekcie historycznym, ale też i w moralnym. Składa się z ośmiu części, których tytuły przytoczę:
  • I: Zbieractwo i łowiectwo
  • II: Pastwiska i pola uprawne
  • III: Trzy pokarmy eucharystyczne
  • IV: Gospodarka i rynki
  • V: Pokarmy luksusowe
  • VI: Era kupców
  • VII: Nowe potrzeby, cukier, czekolada, kawa, herbata
  • VIII: Ogrody warzywne i sady.
  • [FRAGMENT]
    Smak jest jedynym zmysłem, który by móc funkcjonować, potrzebuje czterech pozostałych. Węch mówi nam o zapachu pokarmu, zanim jeszcze podnieśliśmy go do ust (Jest to wartownik - mówi Brillat-Savarin- który pyta: Kto idzie?). Dotyk ust, języka, podniebienia informuje nas o zawiesistości bądź kruchości pokarmu i jego temperaturze. Wzrok cieszy się kolorami, formą, prezencją. Nawet słuch odgrywa pewną rolę, ponieważ struna bębenkowa zawiera włókna, przez które odczucia smakowe przekazywane są do mózgu, kory mózgowej, wzgórza i podwzgórza - jego usunięcie odbiera wrażliwość w tylnej części języka reagującej na smak słodki. A zatem smakowanie to zarazem odczucia fizyczne, ale i akt intelektualny, wynik analizy i świadomej percepcji.
    Do pięciu zmysłów Brillat-Savarin proponuje dorzucić szósty, rozrodczość lub miłość fizyczną, która popycha obie płcie ku sobie, a jej celem jest odtwarzanie gatunku. Ma on całkowicie rację, mówimy przecież, że ktoś w kimś "gustuje". Pozostawmy na boku słuch, który jest wektorem, dotyk, przekazujący nam informacje o materialności potraw, oraz... rozrodczość, do której wprawdzie często dochodzi po posiłku, ale to już nie nasza sprawa. Pozostają trzy podstawowe funkcje przypraw: zapach (węch), smak (podniebienie) i kolor (wzrok).

    Wrażenia smakowe pobudzane są przez cztery podstawowe smaki: gorzki, na który jesteśmy najbardziej wrażliwi, słodki, kwaśny i słony. Jednakże zanim jeszcze czegokolwiek spróbowaliśmy, nawet jeśli składnik potrawy jest niewidoczny, ale jego zapach wyda się nam przyjemny, wzbudza to spontaniczną reakcję: apetyt. Oznacza on stan głodu, żeby nie powiedzieć łaski. Główną atrakcją przypraw był nie tylko zapach, ale również właściwości antyseptyczne. Można by przypuszczać, że ich obfitość w kuchni rzymskiej, a następnie średniowiecznej, w powiązaniu z elementami kwaśnymi (sokiem z winogron, octem i owocami cytrusowymi), zwłaszcza w daniach rybnych i mięsnych, wynikała z potrzeb konserwacji, a czasem nawet miała zamaskować zły smak. Gdyby tak było rzeczywiście, zwyczaj ten przetrwałby aż do momentu wynalezienia lodówek, a przecież wiemy już, że w okresie odrodzenia mania nadmiernego stosowania przypraw osłabła i uważana była nawet za coś bardzo wulgarnego.

    Przez długi czas zabraniano kobietom rzymskim używania wina pod karą śmierci. Zgodnie z maksymą Katona: jeśli ujrzysz, że twoja żona pije wino, zabij ją! W czasach cesarstwa matrony z rzymskiej arystokracji, które miały pewien wpływ na politykę, zaczęły bywać na ucztach, a nawet je wydawać. Ale napojem kobiet pozostawał passum, wywar z rodzynek.
    Dlaczego tak surowo zabroniono kobietom wina? Z wielu powodów. Jak świadczą legendy, wino symbolicznie utożsamiane było z krwią. Czyż nie mówiono, że to krew winorośli? Kobieta, uważana przede wszystkim za mater genitrix, pijąc obcą krew, dopuszczała się cudzołóstwa. Nieważne, że była to krew rośliny: nawet Egipcjanie nie byli takimi animistami jak Rzymianie. Co więcej, sądzono, że wino spędza płód - jedna krew wypiera drugą. Cztery składane w ofierze magiczne płyny to mleko, krew, woda i wino. Kobieta, zawsze podejrzewana o jakąś magiczną moc - choćby zdolność prokreacji - nie potrzebowała dodatkowej magii pijaństwa. Zaczyna się pić po troszeczku, ale czy kobieta, pozbawiona owej virtus będącej siłą mężczyzn, potrafi się zatrzymać? - myśleli ci znający się na rzeczy panowie. Pijaństwo rodzi majaki, które mogą się okazać prorocze. Lepiej być piękną i milczeć. Obłęd, zwłaszcza opilczy, to wyraz opętania - jeszcze nie szatańskiego, ale boskiego. A opętanie to tyle co gwałt. Kobieta zgwałcona nigdy nie będzie cnotliwa i czysta. Wolno się obawiać, że opętanie doprowadzi do spłodzenia monstrualnego dziecka, którego ojcem będzie jakiś Priap, a nie czcigodny pater familias. Teogonie nie mówią nic innego! Uważano więc wino za groźny narkotyk, przed którym trzeba chronić słabe stworzenia, broniąc jednocześnie rodziny przed zamętem i hańbą. Rzymianie dlatego wprowadzili zwyczaj całowania żony w usta po powrocie do domu, żeby sprawdzić po oddechu, czy aby nie piła wina.
    U ludności wiejskiej, która zachowała prostotę dawnych obyczajów, mężczyzna nie pił wina, bo było zbyt kosztowne; najchętniej gasił pragnienie wodą z dodatkiem winnego octu. Piwo Latynom nie smakowało.

    W epoce Ludwika XVI pojawił się cukier i czekolada - uwielbiano wtedy słodycze. Chętnie też używano masła, przynajmniej w północnej Francji, zwłaszcza do wyrobu bułek maślanych - najsłynniejsze kupowano u Flechnera, na rogu ulic Saint-Antoine i Saint-Paul. Z Wiednia przybyły wraz z lodami rogaliki, upamiętniające klęskę Turków oblegających miasto w 1683 roku. Podobno popłoch wzniecił piekarz, który nocą wypiekał chleb.
    Placek na Trzech Króli, z migdałem ukrytym w środku, nazywał się początkowo gorenflot, a wymyślił go mnich tego nazwiska, który w XVI wieku wyrabiał ciastka cieszące się wielkim powodzeniem na królewskim dworze. Babka Savarin, robiona na drożdżach, pochodzi z Austrii, podobnie jak znany mnichowi alzacki kugelhopf, babka drożdżowa. Gorenfloty wypiekano w ośmiokątnej formie, jeden dla siedmiu gości, bo ósmą część zostawiano "dla Boga". Choć piekarze oddzielili się od cukierników, nadal chcieli robić placki na Trzech Króli; co roku korporacja ofiarowywała taki placek królowi, ku oburzeniu cukierników, którzy wytoczyli piekarzom proces i w 1718 roku uzyskali prawo wyłączności na używanie masła, jaj i cukru. W 1740 roku głód był tak wielki, że wszystkim, nawet cukiernikom, zabroniono piec ciasto na Trzech Króli.
    Torty weselne były prawdziwymi arcydziełami architektury cukierniczej, a w XVII wieku zapanowała moda na torty z okazji chrzcin.
    Zwykłe popularne wyroby cukiernicze rozsławiły specjały kuchni regionalnych, w domach natomiast robiło się na niedzielę ciasta i torty przybrane owocami lub kremem.
    Kugelhopf pojawił się najpierw w Lotaryngii, później w Alzacji. Przybył z Polski wraz z królem Stanisławem Leszczyńskim: ciasta drożdżowe pochodzą z Austrii, Polski i ze Śląska. Legenda mówi, że król suto skropił swój kugelhopf rumem i malagą, żeby go dla zabawy podpalić. Ochrzcił ten przysmak mianem Ali Baby, bohatera swojej ulubionej lektury, Baśni z tysiąca i jednej nocy. Po śmierci króla Stanisława jego cukiernik osiadł w Paryżu i spopularyzował dzieło swego dostojnego pana. Zaczęto je nazywać krótko baba.
    W wieku XIX, stuleciu gastronomów, pojawił się chleb genueński, którego nie należy mylić z g?noise, przybraniem migdałowym. To ciasto upamiętnia oblężenie Genui w 1800 roku przez Mass?nę. Okrutny szczegół: ciasto jest z migdałami, ponieważ oblężeni nie mieli do jedzenia nic poza 50 tonami migdałów, zanim się poddali! Magdalenki z ciasta biszkoptowego pochodzą z Commercy, wymyśliła je kucharka Magdalena Paumier, a nie kucharz Talleyranda Avice. Mistrz Fauvel ze słynnej cukierni Chibousta jest nie tylko autorem chleba genueńskiego, ale też i ciastka saint-honor?, które nazwał tak na cześć patrona cukierników. Z ptysiowego ciasta, jak na saint-honor?, robi się również eklerki, ptysie oraz religieuses (zakonnice), nazwane tak nie wiadomo dlaczego.
    Cukiernictwo wykorzystuje wszelkiego rodzaju wynalazki, jak glukoza, skrobia i cukier-puder, suche ciasteczka wytwarza się obecnie przemysłowo.

    05:28, mpraczyk
    Link Komentarze (1) »
    środa, 29 listopada 2006
    a może tak LATTE ART ...
    19:28, mpraczyk
    Link Dodaj komentarz »
    O czym marzysz? Marzenie... To jedna z moich ulubionych sukni. Lubię ją zakładać, wtedy świat jest niesamowicie kolorowy. Gdy pytam ludzi : Czy marzysz? Najcześciej widzę jedynie uśmiech na ich twarzach, którym starają się zamaskować zaskoczenie. Jasne - mówią , kazdy o czymś marzy! Nie daję za wygraną : A o czym marzysz? I widzę jak gorączkowo szukają sami w sobie odpowiedzi na to pytanie. Jeśli pada odpowiedz, to częściej z kategorii "mieć" niz "być". Marzą o nowej kanapie, tropikalnych wczasach, super bucikach z wystawy, o nowym aucie itd.. ale co im po takim marzeniu, nawet jeśli się spełni ? Ludziom niewiele potrzeba. Ludziom niewiele się marzy, choć jestem pewna, że prawie w każdym z nich tkwi ukryte pragnienie. A gdyby nagle obok sklepu, w którym kupujesz chleb, ktoś otworzył "Sklep z Marzeniami" czy wiedziałbyś co wybrać?
    P.S W tym sklepie płaci się uśmiechem, choć to coraz mniej popularna waluta:)
    18:34, mpraczyk
    Link Dodaj komentarz »
    wtorek, 28 listopada 2006

    POLSKA PO 32 LATACH W PÓŁFINALE MŚ!!!!!!!!!! Polska pokonała Rosję i zagra w półfinale!!!!!!!!!!!!

    GRATULACJE dla naszych siatkarzy, tak trzymać chłopaki!!!!

    16:33, mpraczyk
    Link Komentarze (2) »
    poniedziałek, 27 listopada 2006
     jesienne porządki...Nazbierało się już tak wiele (na)strojów. Musiałam gdzieś je schować, by nie zniszczył ich czas. Każda suknia kryje jakąś opowieść. Niektóre są jedwabne, lekkie i delikatne jak muśnięcie motyla, inne uszyte ze sztywnej tafty, a kolejne z ciężkiego aksamitu. Może nie są najmodniejsze, niektóre pewnie dość kontrowersyjne, wyuzdane czy kiczowate, ale wszystkie są moje.
    17:46, mpraczyk
    Link Dodaj komentarz »
     
    1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7

    (...) W MOIM MAGICZNYM DOMU ciepło jest i bezpiecznie. Gościu znużony, gościu znudzony, jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony, zajrzyj tu do nas koniecznie. Tutaj nikt z nikim się nie liczy, gazet nie czyta, plotek nie słucha. Tutaj jest miło i przytulnie, chociaż na świecie zawierucha. Chociaż w powietrzu wciąż coś fruwa, głupieje z wiekiem stara Ziemia, lecz w moim domu, chwała Bogu, nic mimo zmian tych się nie zmienia(...) (fragm. autor: Magda Czapińska) * Life is not about counting the breaths you take. It's about counting the moments that take your breath away. **Dokądkolwiek zmierzasz - rób to całym sercem - Konfucjusz ***Nie marnujcie czasu - Krzysztof Kolbergerg ****Dobro widzi się sercem. *****Żyj tak jakbyś miał umrzeć jutro, a marzenia miej takie jakbyś żył wiecznie - James Dean ******Póki jesteśmy młodzi, wszystko jest przed nami - Juliusz Słowacki *******Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem. ********Postępuj zawsze właściwie. Da to satysfakcję kilku ludziom, a resztę zadziwisz. Mark Twain Gdy maluję - szemrze ocean. Inni malarze pluskają się w wodzie fryzjerskiej - Salvador Dali