Na liściu leży kwiat drzemiący,żółtawobiały jak słoniowa kość. Słodki,że aż nudzi. Przedmiot pachnący - złośliwie tajemniczy świat - dziwny gość wśród nas,ludzi. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
RSS
sobota, 07 października 2006
WIELKI BŁĘKIT...Wybrać miejsce. Zanurzyć się w ciszy. Bez pośpiechu.
czyż nie piękne...dziękuję Haniu:)

Bałtyk
...pełen wyrazu, emocji, ekspresji...
00:04, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 października 2006

"Photography is an adventue just as life is an adventure"

" Tym, co zaskakuje i podnieca, to fotografie,
które przemawiają do nas w nowy sposób nie dlatego,
że chcą być odmienne, ale dlatego,
że jednostka jest inna
i właśnie ta jednostka wyraża samą siebie."

Harry Callahan

 

Gdybym tak niespodziewanie otrzymała zapis w postaci kilku milionów dolarów (tak hipotetycznie, oczywiście), to wysłałabym kuratorów z krakowskiego Muzeum Historii Fotografii (zobacz: http://www.mhf.krakow.pl/) na październikową aukcję fotografii w nowojorskim domu aukcyjnym Sotheby. Oczywiście to nie nastąpi, bo któż by zapisałby taką sumę dla mnie i na takie cele. Ale pogdybać możemy, bo na aukcji w Sotheby 17 października będzie można obejrzeć i kupić prawdziwe arcydzieła fotografii. I to nie współczesne, wielkoformatowe dzieła, a fotografie, które przeszły już do historii wraz z ich autorami.
Już sama plejada fotografików, których prace można kupić na aukcji, przyprawia o zawrót głowy – Ansel Adams, Eugene Atget, Alfred Stieglitz, Minor White, Aleksander Rodczenko, Henri Cartier-Bresson, Edward Weston, Gary Winograd, Robert Frank czy Diane Arbus przeszli już do historii fotografii i choć nie wszystkie praca oferowane na aukcji są „pierwszej świeżości” (czyli fotografie vintage, bądź numerowane czy wywołane przez artystę), to są to naprawdę świetne prace.
Choćby Ansel Adams, reprezentowany przez kilkanaście prac, w tym najsłynniejszą „Moonrise. Hernandez. New Mexico” (istnieje wiele wersji tonowych oraz wiele formatów tej fotografii, Adams wywoływał ją praktycznie przez całe życie, ale wszystkie są piękne – ta ma wymiary 40x50 cm, pochodzi z lat 60.) i jest wystawiona z estymacją 30-50 tysięcy dolarów.
Dla wielbicieli fotografii reporterskiej jest portfolio króla nowojorskich mrocznych dzielnic Weegee. Wykonane po jego śmierci, w nakładzie 20 egzemplarzy zawiera 45 najsłynniejszych fotografii Weegee. Na aukcji jest wystawione z estymacją 50-70 tysięcy dolarów.
Jeśli nie podoba nam się Wegee, to można wybrać prace innego amerykańskiego fotoreportera, gwiazdę „Life” W. Eugene Smitha, z bardzo nastrojowym zdjęciem „The Walk to Paradise Garden” – estymacja 15-25 tysięcy dolarów. Gdy nie lubimy amerykańskich reporterów – to są najsłynniejsze fotografie Henri Cartier-Bressona – „Rue Mouffetard” z chłopcem z butelką wina, czy „Nad brzegami Marny” – która jest ilustracją do najsłynniejszego eseju HCB – „Decydujący moment” Historia fotografii reporterskiej zamknięta w kilku fotkach, ale jakich. I co z tego, że odbitki są późniejsze, i tak Cartier-Bresson ich nie wywoływał, bo nie umiał dobrze tego robić. A estymacja – od 7-10 tysięcy do 10-15 tysięcy dolarów.
Długo można by wymieniać sławy reportażu fotograficznego, z którymi można obcować po spłukaniu się na nowojorskiej aukcji – są jeszcze późniejsze, co prawda, odbitki Roberta Franka ze słynnego albumu „The Americans”, jest niesamowita „Sierra Pellada” Brazylijczyka Sebastiao Salgado.
Można też kupić słynne portfolio 10 najsłynniejszych zdjęć Diane Arbus, wykonane co prawda przez Neila Selkirka po jej śmierci, ale tych, które zrobiła i sprzedała Arbus, jest przecież tylko pięć. A to jest 38 w kolei (łącznie z 50) i jest wystawione z estymacją 120-180 tysięcy dolarów. Jest też skromny akt „vintage” Edwarda Westona z estymacją 250-350 tysięcy dolarów, ale to już jest propozycja dla rekinów rynku fotografii w USA. Dla nas są raczej późniejsze odbitki wykonane przez jego syna, jak choćby wspaniały „Karczoch” z estymacją 5-7 tysięcy dolarów.
Dla fanów fotografii mody są zdjęcia Helmuta Newtona czy Irwinga Penna, a także wielu innych fotografików.
Mnie szczególnie spodobało się bardzo skromne, ale znakomite zdjęcie Harrego Callahana „Źdźbło na tle nieba” z estymacją 6-9 tysięcy dolarów. Piękna fotografia, jakich wiele na tej aukcji. Szczerze polecam to wirtualne muzeum fotografii można zwiedzić na stronie sotheby. Jedyny problem, że najpierw trzeba się zalogować. Ale potem możemy się już przechadzać się po korytarzach Sotheby, gdzie „wiszą” piękne fotografie. Aukcja fotografii w Sotheby odbędzie się 17 października. Internetowy katalog jest już dostępny dziś pod adresem: http://search.sothebys.com/.
W tekscie zamieściłam zdjęcia: Weege "Summer, the Lower East Side", Ansela Adamsa "Moonrise. Hernandez. New Mexico", W. Egene Smitha "The Walk to Paradise Garden" oraz E.Westona "Artichoke"
 
***dla zainteresowanych:“The Decisive Moment”-"Decydujący moment" jest jednym z najbardziej rozchwytywanych albumów fotograficznych na świecie - szczególnie jego pierwsze wydanie z 1952 roku wydane nakładem Editions Verve stanowi perełkę na miarę światową.
tutaj można zobaczyć scan tej ksiażki, orginał niestety najtaniej znalazłam za 2500usd…
http://e-photobooks.com/cartier-bresson/decisive-moment.html
16:59, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »


-BĘDZIESZ MIŁOWAŁ-
TU ES PETRUS
(fragment)

Kochaj w zamian nie pragnąc zapłaty
Kochaj w gniewie, w chorobie, w radości
Kochaj słodki smak cukrowej waty
Kochaj miłość dla samej miłości
Kochaj świat, co w szaleńczym wciąż biegu
I bliźniego jak siebie samego

Kochaj gdy odlatują bociany
Kochaj chabry i czerwone maki
Kochaj ciche jeziora nad ranem
Kochaj czas kiedy wracają ptaki
Kochaj ślady po nartach na śniegu
I bliźniego jak siebie samego

Kochaj dachy co rozgrzane latem
Kochaj pola i pszeniczne kłosy
Kochaj dzieci co radością świata
Kochaj trawę co pod stopą bosą
Kochaj fale co suną ku brzegom
I bliźniego jak siebie samego
04:39, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 października 2006
NAJDROŻSZY OBRAZ ŚWIATA...
Nie Picasso, nie Monet i nie Dali, ale Gustav Klimt jest autorem najdroższego obrazu świata. Portret Adeli Broch-Bauer I jego autorstwa został sprzedany w Nowym Jorku za rekorodową sumę 135 milionów dolarów. Nabywcą jest magnat branży kosmetycznej Ronald S. Lauder, który kilka lat temu założył na nowojorskiej Piątej Alei niewielką galerię Neue Galerie specjalizującą się w sztuce austriackiej i niemieckiej. "To nasza Mona Lisa" - mówi o najnowszym nabytku Lauder. "Takiej transakcji dokonuje się raz w życiu" - dodaje. Gratulujemy.

Adele Broch-Bauer I, Gustav Klimt, olej i złoto na płótnie, 1907

Poprzednim rekodzistą cenowym był obraz Pabla Picasso "Chłopiec z fajką", za który w 2004 roku na aukcji w domu Sotheby's zapłacono 104, 1 miliona dolarów.

Chłopiec z fajką, Pablo Picasso, olej na płótnie, 1905

Który fajniejszy? DLA MNIE ADELE KLIMTA

NAJDROŻSZY OBRAZY ROKU W POLSCE...
Wyżej pisałam o rekordowej sumie zapłąconej za obraz Klimta przez magnata kosmetycznego Ronalda. S. Laudera. 135 milionów dolarów robi wrażenie. A jak to wygląda w Polsce? Jakie dzieła sztuki osięgnęły najwyższe ceny w minionym sezonie na naszym rynku? "Polityka" przynosi takie zestawienie:

1. 540 tys. zł

Wyjazd króla Jana III z Wilanowa, Józef Brandt, olej na płótnie, 1897

2. 440 tys. zł

Kościuszko pod Racławicami, Józef Hakowski, płaskorzeźba srebrna, 1893

3. 417 tys. zł

Pejzaż z droga przy morzu, Iwan K. Ajwazowski, olej na płótnie, 1861

4. 335 tys. - Eugeniusz Zak, Akordeonista

5. 270 tys. - Władysław Ślewiński, Martwa natura

6. 250 tys. - Alfred Wierusz-Kowalski, Polowanie z chartami

7. 241,5 tys. - Marian Jarema, Postacie

8. 221 tys. - Jacek Malczewski, finale z tryptyku Kobieta

9. 212 tys. - Józef Brandt, Husarz na czele oddziałów

10. 190 tys. - Jacek Malczewski, Powrót Sybiraka

23:16, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 października 2006
-Mikołaj Rej-
AMBROŻY KORCZBOK ROŻEK
KU DOBRYM TOWARZYSZOM
 
Towarzyszu, posłysz, nie masz li co czynić,

Postój mało, nie wadzić to przeczcić!

Acz są rzeczy niepoważne prawie,

Podziwuj się też prostej ludzkiej sprawie.

Rozmawia tu z sobą trojaki stan:

Pan, Wójt prosty, trzeci z nimi Pleban,

Wyczytając przypadłe przygody,

Skąd przychodzą ludziom zysk i szkody.

Bo snadź człowiek z przyrodzenia każdy

Nawięcej się o to stara zawżdy,

Aby wiedział, co się w ludzioch dzieje:

Więc jedno chwali, z drugiego się śmieje.

Bo gdzie mądry przydzie w proste rzeczy,

Co lepszego, snadnie ma na pieczy.

A snadź na tym więcej mistrza poznać,

Który umie z miedzi złoto kować,

Takież z prostych rzeczy wżdy co obrać,

Co by się wżdy przygodziło schować.

A tak i to snadź przeczyść nie wadzi,

Jako głupi niemądremu radzi;

Bo snadź każdy może temu sprostać:

Co złe, ganić, a przy dobrym zostać.

Ja, com słyszał, tom krótko napisał,

Ale ty, cztąc, nie mów: "Bodaj wisiał!''

Bo więc mówią: "Iście temu kotki

Darły we łbie, kto pisał ty plotki."

Lecz iż się ja snadź snadnie wyprawię,

Zwłaszcza gdy tu powiedacze stawię.

Jam napisał, kto chce, niechaj wierzy:

Co ma próżny czynić? Wodę mierzy. 

22:47, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 października 2006

NAPRAWDĘ MISTRZOWSKI POMYSŁ..."PRZEZROCZYSTE" BILLBOARDY 
Jadąc wczoraj samochodem przez miasto Toronto - co rzuca mi się na pierwszy rzut oka...ogromne, kolorowe, kiczowate billbordy!!! Naprawdę nie lubię tego widoku, zawsze mnie drażnił (szczególnie jak jest tego dużo). I tu nasuneła się myśl o której czytałam i słyszałam pare miesięcy temu, nazwałam ją: kolejny prosty, ale mistrzowski pomysł. Autorka pomysłu Katarzyna Kęsicka wymyśliła, żeby użyć billboardy sprzecznie z ich przeznaczeniem - sprawić, żeby stały się niewidoczne. Latem minionego roku w Warszawie i w Poznaniu powiesiła na nich zdjęcia tego, co zazwyczaj zasłaniają. Zgodziła się na to firma AMS. Iluzja była znakomita - billboard jako medium reklamowe zniknął na chwilę z panoramy miasta, stał się przezroczysty. Aż do następnej kampanii reklamowej.

238 x 504 / Po Horyzont, Katarzyna Kęsicka, billboard, 2005

238 x 504 / Po Horyzont, Katarzyna Kęsicka, billboard, 2005

238 x 504 / Po Horyzont, Katarzyna Kęsicka, billboard, 2005

17:32, mpraczyk
Link Komentarze (1) »

MONGOLIAN GRILL...
...a tak wczoraj trzydziestolatka świętowała...nad grilem:)


15:12, mpraczyk
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 października 2006
URODZINY...
Jakiś czas temu w swojej dociekliwości postanowiłam sprawdzić skąd wziął się zwyczaj świętowania urodzin. W końcu to jeden z najbardziej wyjątkowych dni w roku, kiedy wszystkie dobre życzenia i prezenty są wyłącznie dla nas.

Powszechne świętowanie urodzin jest stosunkowo nowym zwyczajem, choć ich historia sięga czasów antycznych. Starożytni astrolodzy wierzyli, że gwiazdy bezpośrednio wpływają na nasze życie. Obserwowali powiązania między układem planet i pozycją słońca podczas urodzin a przeznaczeniem i charakterem człowieka. Odnotowanie dokładnej daty urodzin stawało się podstawą do przygotowanego później horoskopu.

Pierwszymi miejscami, gdzie zaczęto zapamiętywać datę urodzin i celebrować to wydarzenie były Mezopotamia i Egipt. Początkowo obchody urodzin były zarezerwowane tylko dla rodzin królewskich i ważnych osobistości. Królowie i szlachetnie urodzeni urządzali uczty dla domowników i służby, organizowali publiczne parady i występy cyrkowców. Zwykli śmiertelnicy nie świętowali swoich urodzin, brali jedynie udział w obchodach możnowładców.

Od Egipcjan i Persów ideę urodzin przejęli starożytni Grecy. Jednakże w Grecji, zanim zaczęto świętować urodziny ludzi, celebrowano urodziny bogów. Każdy z bogów miał swój specjalny dzień w miesiącu, a jego urodziny obchodzono 12 razy do roku. Z czasem zaczęto obchodzić urodziny mężczyzn. Natomiast urodziny kobiet i dzieci nie były uznawane za wystarczająco ważne do świętowania. Zazwyczaj w dniu urodzin wydawano ucztę dla przyjaciół lub przyjęcie dla domowników i służby. Grecy wierzyli, że każdemu od dnia urodzin towarzyszy duch opiekuńczy, który ochrania go przez całe życie. Duch opiekuńczy był połączony mistyczną więzią z bogiem, w którego urodziny dana osoba przyszła na świat. W dniu urodzin był on szczególnie blisko solenizanta, który przez to był bardziej podatny na zaklęcia. A, że życzenia mają zarówno moc czynienia dobra jak i zła, dlatego ważne było, aby tego dnia być blisko osób, którzy dobrze mu życzą. Ideę tę zapożyczyli od Greków Rzymianie, którzy wierzyli w istnienie Geniusa - ducha opiekuńczego mężczyzny, uznawanego za boską cząstkę natury człowieka, który powstawał w chwili jego urodzin i umierał wraz z nim. Dzień urodzin mężczyzny był dniem poświęconym czci jego geniusza. Odpowiednikiem Geniusa dla kobiet była Junona. Wierzono również w geniuszy ludów, miejsc i miejscowości. Współcześnie koncepcję ducha opiekuńczego można odnaleźć w wierzeniach o aniele stróżu, idei świętego patrona czy w końcu, w bajkach o chrzestnej wróżce. Urodziny ważnych osób były obchodzone nawet po ich śmierci. Bliscy i przyjaciele udawali się wówczas na cmentarz, gdzie dekorowali grób wieńcami i kwiatami oraz zostawiali jedzenie i prezenty dla zmarłego.

Kiedy upadło Cesarstwo Rzymskie upadł też zwyczaj świętowania urodzin. Kościół, mający wówczas dominujący wpływ zarówno w sprawach religijnych jak świeckich, uważał obchody urodzin za pogańską praktykę. Świętowanie urodzin w Biblii wspomniane było przy okazji opisu uczt wyprawianych przez Faraona i Heroda, uchodzących za heretyckich niegodziwców. Także obchody urodzin przez Greków i Rzymian uznawane były za pogańskie orgie niegodne dobrego chrześcijanina. W Biblii znaleźć można słowa ceniące bardziej dobre imię niż datę urodzin: „Lepsze jest dobre imię niż wonne olejki, a dzień śmierci niż dzień urodzenia.” (Ks. Koheleta 7:1, Biblia Tysiąclecia) Kościół wprowadził więc inny zwyczaj: nadawania imienia. Podczas chrztu dzieciom nadawano imię świętego patrona. Do XIV wieku częścią kościelnego rytuału i obowiązkiem księdza stało się nadawanie świętego imienia dziecku, jeśli imię wybrane przez rodziców nie było umieszczone w Kalendarzu Świętych. Do dziś katolicy chętniej celebrują swoje imieniny niż urodziny.

Wiele zwyczajów i symboli urodzinowych jak np. tort urodzinowy („geburstagtorten”) zawdzięczamy Niemcom. W średniowieczu pieczono słodkie ciasto chlebowe w kształcie dzieciątka Jezus w Boże Narodzenie. Później ciasto pojawiło się na przyjęciach urodzinowych dla dzieci.

Zwyczaj ten przybył do nas z Niemiec, choć tort, a raczej słodkie ciasto znali już starożytni. Na podstawie listu Cesarza Hadriana wiemy o tym, że zamawiał on i wysyłał przez specjalnego posłańca tort dla tych spośród gości, którzy nie mogli przybyć osobiście na jego urodziny. Można przyjąć, że tortem częstowano też tych, którzy brali udział w uroczystości. W Anglii tort pieczony był z symbolicznymi przedmiotami. Wróżono sobie z nich na temat przyszłości. Osoba, która wyciągnęła monetę mogła spodziewać się bogactwa, ten, kto znalazł w swoim kawałku naparstek nigdy nie miał być żonaty, w przeciwieństwie do osoby, która znalazła obrączkę. Zwyczaj zapalania świec na torcie pojawił się w Grecji. W urodziny Artemidy, bogini księżyca i łowów, ofiarowywano jej okrągłe, miodowe ciasto z zapalonymi świecami, symbolizujące księżyc w pełni. Świece urodzinowe w wierzeniach mają specjalne znaczenie. Wierzono, że dym z palących się świec przenosi urodzinowe życzenia do nieba. Dziś wierzymy, że zdmuchnięcie wszystkich świec na torcie gwarantuje spełnienie marzeń.

W Niemczech znany też był inny zwyczaj: na urodzinowym stole kładziono małe sosnowe drzewko udekorowane cukierkami i wstążkami, pod którym umieszczano prezenty. Pojawiała się też, postać urodzinowego elfa z brodą, który przynosi prezenty tym dzieciom, które były grzeczne przez cały rok. Urodzinowy elf nigdy nie był tak popularny jak Św. Mikołaj czy nawet Króliczek Wielkanocny, to jednak figurkę z jego wyobrażeniem można było spotkać na urodzinowym stole.

Współcześnie urodziny obchodzone są na całym świecie. Można spotkać wiele różnych zwyczajów, wróżb i rytuałów związanych z tym świętem. W Meksyku na urodzinowych przyjęciach pojawia się pinata: duża, kolorowa rzeźba z paper-mache na przykład w kształcie ulubionej bajkowej postaci lub zwierzęcia, która kryje w sobie słodycze. Pinata jest powieszona na linie i trzeba trafić i rozbić z zawiązanymi oczami, a wtedy na solenizanta i jego gości spada deszcz słodkości. W Kanadzie smaruje się nos solenizanta masłem lub margaryną, aby był śliski i aby nie mógł go złapać zły los. Włosi ciągną swoje pociechy za ucho tyle razy ile lat dziecko właśnie skończyło. Wszystkie zwyczaje mają główny cel: uhonorowanie solenizanta i zapewnienie mu szczęścia w ciągu całego, nadchodzącego roku.

Stosunek do urodzin zmienia się w zależności od tego ile lat obchodzimy w danym roku. Dzieci nie mogą doczekać się urodzin ze względu na prezenty, nastolatki odliczają dni do upragnionej osiemnastki. Trzydziestolatkowi martwią się przemijającą młodością, czterdziestolatkowi często swych urodzin nie lubią i nie chcą o nich pamiętać, a sześćdziesięciolatkowie cenią każde kolejne.

A tak na marginesie, to dziś są moje urodziny :)
od dzis trzydziestolatka?!!!!! 

00:48, mpraczyk
Link Komentarze (3) »
niedziela, 01 października 2006
PROSTE RZECZY... 
 Piękno można odnaleźć w prostocie. Fajnie jest znajdować radość w drobiazgach. Leżeć na trawie i patrzec w chmury, biegać za świetlikami w ciepłą czerwcową noc, z wypiekami czytać książkę do czwartej nad ranem. Proste rzeczy zawsze mnie uszczęśliwiają. Co Wam sprawia radość?
19:22, mpraczyk
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 września 2006

AKWARELE HITLERA NA AUKCJI...

We wtorek 26 września na aukcji w małym brytyjskim miasteczku Lostwithiel, na południowym zachodzie Wielkiej Brytanii zostały wystawione 21 akwareli i szkiców autorstwa młodego Adolfa Hitlera. Kolekcję prac odnaleziono w latach 80-tych na strychu pewnego domu w Belgi. Powstały prawdopodobnie w latach 1916-1918. Eksperci od sztuki potwierdzili autentyczność prac, i dlatego pracownicy domu aukcyjnego spodziewają się, że niektóre akwarele mogą zostać sprzedane nawet za 50 tys. funtów. Aukcja, aukcją, prace wystawione, niby wszystko w porzadku, ale jak potraktować coś stworzonego przez takiego zbrodniarza wojennego? Jako ciekawostkę? Dokument historyczny? Dzieło sztuki?
 
[UPDATE] Aukcja odbyła się. Ze strony domu aukcyjnego Jefferys wynika, że najwięcej, bo 9,5 tys funtów, zapłacono za akwarelę zatytułowaną "Viillage Scene". Inne prace uzyskały ceny po kilka tysięcy funtów za sztukę.

Adolf Hitler

Rząd wiejskich chat, Adolf Hitler, akwarela, 1916-1918

Adolf Hitler

Chata z czerwonym dachem, Adolf Hitler, akwarela, 1916-1918

Adolf Hitler

Kościół Preux-au-Bois, Adolf Hitler, akwarela, 1916-1918

00:06, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 września 2006

STEREOTYPY...

Nie lubię utrwalania stereotypów narodowych, ale czasem fakty mnie przytłaczają. Oglądałam program Grand Design i zafascynowała mnie przemiła para starszych ludzi, którzy postanowili zmienić swój dom. Na miejscu dotychczasowego budynku postawili Huf Haus www.hufhaus.com. Huf Haus to innowacyjny produkt projektanta Petera Hufa z Niemiec. Dom jest składany z prefabrykatów, co brzmi nienajlepiej, ale za to wygląda fantastycznie. Samo złożenie domu zajmuje zaledwie 7 dni, co brzmi nieprawdopodobnie, dopóki nie zobaczy się niemieckiej ekipy w akcji. Cała akcja składania domu miała miejsce w Wielkiej Brytanii, a sam dom został przygotowany w fabryce w Niemczech i przewieziony w ogromnych tirach do Anglii. Złożeniem domu zajmowała się ekipa z Niemiec. Wszystkie ich działania, które miałam okazję oglądać na ekranie, utrwaliły we mnie stereotyp Niemca: punktualnego, z niezwykłym zamiłowaniem do porządku. Greta i Dawid na samym początku otrzymali bardzo szczegółowy projekt i kosztorys liczący kilkadziesiąt stron, gdzie wymieniona została każda śrubka. Dodam, że kosztorys nie uległ później zmianie ze względu na „nieprzewidziane koszty”. Pierwszego dnia pracy ekipa Hufa przyjechała z Niemiec punktualnie o godzinie 7:00. Musiała jednak z rozpoczęciem prac poczekać na spóźnionego operatora dźwigu - Anglika, który zgubił drogę. Mimo kilkugodzinnego opóźnienia już na wstępie, wszystko zostało złożone w terminie, ba nawet wcześniej, bo czwartego dnia dom był gotów. Ekipa Hufa posprzątała po sobie, nie zapominając o wyczyszczeniu skrzynek na narzędzia i wypolerowania wnętrza vana. Instalacje wewnątrz domu również przygotowywali i podłączali Niemcy. Nowi właściciele byli nie tylko pod wrażeniem wysokiego standardu wykończenia, ale również reakcji inspektor z Hufa, który miał za zadanie skontrolować pracę ekipy. Nie spodobało mu się ułożenie glazury i kazał ją skuć i ułożyć ponownie, ponieważ między kafelkami znalazł różnicę 1 mm, której być nie powinno. Dodam, że właściciele domu nie zauważyli owej różnicy. Oto perfekcjonizm, jaki chcielibyśmy oglądać przy naszych remontach.
17:13, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 września 2006

Dziki Ląd - In a Savage Land - 1999 - produkcja: Australia
coś fajnego i innego...film który wczoraj wieczorem obejrzałam...polecam
Ten film to przede wszystkim piękne krajobrazy Oceanii i niezwykle subtelna, naznaczona symboliką perły opowieść o wielkiej namiętności między dwojgiem ludzi.

16:27, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 września 2006

fajno jest, bo:
- jutro trójca wraca z wyprawy:)
- w domu zrobił sie zupełny babiniec AMR...
- od samego rana Złote Przeboje 88,4 FM

 MAR  AMR

23:41, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 września 2006

Stoliki nie tylko kawowe...

"W Malcieśmy, pomnę, kosztowali kafy,
Trunku dla baszów, Murata, Mustafy
I co jest Turków, ale tak szkaradny
Napój, jak brzydka trucizna i jady,
Co żadnej śliny nie puszcza na zęby,
Niech chrześcijańskiej nie plugawi gęby... "
Andrzej Morsztyn

wykorzystanie zbednej donicy

"Słońce Arabii żarzyło twe soki,
Puszcza bujała twój kwiat w huraganie
I z ciebie idą natchnione proroki,
Co zasiadają w Allacha dywanie.
Mirażów matko, upojeń sułtanie,
Który snem jawę, a sen czynisz jawą,
Chwała ci za to myśli poczynanie,
Arabskich pustyń córo, czarna kawo."
Antoni Lange "Kawa"

"Różne też były dla dam i mężczyzn potrawy:
Tu roznoszono tace z całą służbą kawy,
Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,
Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane
I z porcelany saskiej złote filiżanki,
Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.
Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju:
W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju..." Adam Mickiewicz, "Pan Tadeusz"
 

00:33, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 września 2006

szerokiej drogi już czas...

dziś "trójca AKD" rozpoczyna swoją kolejną przygodę...tym razem będzie to Jemen i troszkę Dubaju...a ja zostaję w głównej siedzibie...

na szersze relacje z podrozy zapraszam do odwiedzenia: http://joasia.blogs.com

00:04, mpraczyk
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 sierpnia 2006
dziś szczególny dzień... moja babcia Zosia dziś kończy 94 lata!!!, piękny wiek:)...tyle życzeń posypało się, kwiatów..., kobieta nie zastąpiona, pełna życia, poprost cudna bo moja...
klimaty Zośki... 



16:55, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Kanada to nie tylko syrop klonowy, hokej...
Dziś zapraszam do nadatlantyckich prowincji Kanady które słyną ze skalistych wybrzeży, malowniczych wiosek rybackich, piaszczystych plaż i przyjaznych mieszkańców. Każda z prowincji ma zdecydowanie inną atmosferę. W północno-wschodnim Nowym Brunszwiku kwitnie kultura francusko-języcznych Akadyjczyków, a jego południowe wybrzeże zachwyca nieskażonym pięknem wyżłobionej falami zatoki Fundy. Nowa Szkocja, znana z wielu światowej klasy atrakcji, jest także regionem z wieloma historycznymi miejscowościami, jak choćby urocze nadmorskie miasteczko Lunenburg. Wyspa Księcia Edwarda to przede wszystkim szmaragdowozielone kobierce łąk i pól, cudowne, piaszczyste plaże i obfitość owoców morza, zwłaszcza homarów.
prosto z albumu mojej siostry...

 
Latarnia Św. Piotra - Wyspa Księcia Edwarda - Kanada
St.Peter's Main Lighthouse - Prince Edward Island - Canada
Wydmy na półwyspie Greenwich
Greenwich Dunes - PEI Nationl Park
Narodowy Park Kouchibouguac - Nowy Brunszwik
Kouchibouguac National Park of Canada - New Brunswick
Miasteczko Peggy's Cove - Nowa Szkocja
Peggy's Cove - Nova Scotia
Zachód Słońca na plaży Stanhope
Sunset on Stanhope Beach - PEI
23:51, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 sierpnia 2006
dziś schodzę z surrealizu w realizm...czy tak naprawdę muszę?
...piątek, za oknem pada, pomidorowa w talerzu, pranie się kręci, w radio mówią, że "dzień letni..." a wakacje się skończyły i najwyższy czas rozpocząć kolejny sezon...no i jak co roku, zapada powoli...tak powoli letni zmierzch, w powietrzu skwarek dobiegającego końca dnia miesza się z delikatnym powiewem wieczornego wiatru..., lecę, zmykam, życzę WAM WSZYSTKIM wspaniałości na sobotnie i niedzielne dnii:)
...takie to piękne...muszę się podzielić z wami...
takie poranki sa najpiekniejszeJean Michel Peers
takie poranki są najpiękniejsze kiedy wszystko się budzi do życia...i ta cisza
Jean Michel Peers
droga do...mojego dzieciństwa...
22:03, mpraczyk
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 sierpnia 2006


Salvador Dali - El barco -The Ship

1942-1943 oil-canvas

Salvador Dali -"Nie obawiaj się doskonałości. Nigdy jej nie osiągniesz" 
16:42, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 sierpnia 2006
Salvador Dali - Galatea of the Spheres
Salvador Dali - Galatea of the Spheres
1952 oil-canvas Fund Gala S. Dali Figueras
W ten obraz mogłabym wpatrywać się dłużej niż... dzień,tydzień, miesiąc...
Salvador Dali znany jest nam jako niezwykły, ekscentryczny artysta, który uwielbiał szokować i prowokować swoją publikę. Jak uważał, ten swego rodzaju ekshibicjonizm, jakim było jego zachowanie, pozwalał mu uzyskiwać twórczą energię. Widać ją w jego niezwykłych dziełach, które są zobrazowaniem niesamowitych wizji artysty.
Malarstwo Dalego, nasycone jest atmosferą tajemniczości i niepokoju, jakąś mroczną metafizyką. Obrazy i grafiki artysty przypominają zdeformowaną rzeczywistość. Twórczość Dalego to neoimpresjonizm, kubizm, abstrakcja szaleństwa, surrealizm.
03:43, mpraczyk
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 sierpnia 2006
Zdjęcie satelitarne Półwyspu Arabskiego

Pierwszego września "trójca" wyrusza na podbój Bliskiego Wschodu (arab.
الشرق الأوس ), tym razem będzie to azjatyckie państwo położone na Półwyspie Arabskim nad Morzem Arabskim, Zatoką Adeńską i Morzem Czerwonym, położonym pomiędzy Omanem i Arabią Saudyjską...jest to kraina o nazwie JEMEN (arab.الجمهوريّة اليمني).
Będąć już na Bliskim Wschodzie "trójca" zagości również w państwie które jest
położone nad Zatoką Perską i Omańską, składającą się z siedmiu Emiratów: Abu Zabi, Dubai, Sharjah, Ajman, Umm Al-Qaiwain, Ras Al-Khaimah i Fujairah...konkretnie zagoszczą w DUBAJU (arab. دبيّ).

dla zainteresowanych kilka słów na temat historii i samego kraju, Jemen zaprasza...
Arabskie słowo „yimin” ma dwa znaczenia: położony po prawej stronie albo szczęśliwy. Tak więc nazwę Jemen można przetłumaczyć jako szczęśliwy kraj po prawicy Allaha. Rozwinięty już w starożytności handel, tajemnicze, bajkowe miasta i nasuwający biblijne skojarzenia krajobraz z urodzajnymi ziemiami – wszystko to spowodowało, że kraj zasłużył na swa nazwę.

Starożytni Grecy i Rzymianie nazywali krainę zajmowaną obecnie przez Jemen i omańską prowincję Dofar – Arabia Felix, co nie oznacza nic innego jak Arabia Szczęśliwa. Mieszkający tu w I w. p.n.e. Minejczycy utrzymywali stosunki handlowe z Egiptem, Syrią i miastem Petra w dzisiejszej Jordanii. Od 900 r. p.n.e. południe Półwyspu Arabskiego zamieszkiwali Sabejczycy, twórcy legendarnego plemienia Saba, pokojowy lud dysponujący wysoko na owe czasy rozwiniętą techniką. Ich dziełem była legendarna tama w okolicy miasta Marib. Źródłem legendarnego bogactwa był handel między Dalekim Wschodem a krajami basenu Morza Czerwonego i Śródziemnego. W następnych wiekach terytorium Jemenu podlegało licznym najazdom m.in. Himiarytów, Abisyńczyków, Persów. W VII w. Dostało się pod zwierzchnictwo kalifatu arabskiego, a panującą religią został islam. W XVI w. Po podbojach sułtana Selima I Jemen stał się częścią Imperium Osmańskiego. W czasie tureckiego panowania plemiona jemeńskie niejednokrotnie podejmowały walkę z najeźdźcami. Walka to doprowadziła do powstania niezależnego państwa – monarchii absolutnej. W 1962 r. w rezultacie przewrotu wojskowego monarchię obalono a kraj ogłoszono republiką islamską. Równocześnie część południowa Jemenu, z portem Aden o strategicznym znaczeniu, dostała się pod panowanie brytyjskie. Zakończyło się ono w 1967 r. utworzeniem niepodległego Jemenu Południowego.
Istnienie dwóch państw – prozachodniego Jemenu Północnego i socjalizującego Jemenu Południowego – niejednokrotnie doprowadziło do zbrojnych starć i potyczek. Południowy Jemen, mimo że mniejszy, jest bogatszy od północnego w zasoby ropy naftowej. Ma duże znaczenie strategiczne i gospodarcze – zwłaszcza port Aden, leżący w cieśninie między Morzem Czerwonym a Oceanem Indyjskim. Jednakże w 1990r. oba kraje zjednoczyły się tworząc Republikę Jemenu, której prezydentem został były prezydent Jemenu Północnego Ali Saleh, wiceprezydentem był zaś prezydent Jemenu Południowego. Bark jednolitej polityki wewnętrznej, problemy polityczne i kryzys gospodarczy doprowadziły wiosną 1994 r. do wybuchu krwawych walk między oddziałami wojsk Północy i Południa.
Jemen leży w południowo - zachodniej części Półwyspu Arabskiego nad Morzem Czerwonym oraz Zatoką Adeńską. Od Afryki oddziela go Cieśnina Bab al.-Mandab. Do Jemenu należy również wyspa Sokora na Ocenie Indyjskim oraz wyspy przybrzeżne Półwyspu Arabskiego.
W Jemenie panuje klimat zwrotnikowy suchy. Na wybrzeżu jest on bardzo uciążliwy, ponieważ latem temperatury dochodzą do 50C, natomiast zimą do blisko 30C. Opady nie przekraczają 75 mm rocznie. Na wyżynach klimat jest równie gorący i suchy, zaś znacznie przyjemniejszy jest w górach, gdzie temperatury dochodzą do 20 – 30C, a opady do 1000 mm, głównie latem.
Roślinność, jaka występuje w Jemenie to głównie roślinność pustynna, na wyżynach – stepowa, w górach – wiecznie zielone lasy i formacje krzewiaste.
Podstawą gospodarki Jemenu jest rolnictwo. Ważnym źródłem dochodów są też: praca Jemeńczyków w arabskich krajach naftowych – głównie w Arabii Saudyjskiej (ponad 900 tysięcy osób).
Najczęściej odwiedzanym przez turystów miastem jest stolica Jemenu – Sana. Miasto liczące liczące ponad 2 tysiące lat, położone jest na wysokości 2170 m n.p.m. przy starym szlaku karawanowym z Mekki do Adenu.
Trudno znaleźć podobne miasto: z jednej strony jest to ruchliwa stolica sporego kraju mająca kłopoty typowe dla dużych miast trzeciego świata, takie jak zanieczyszczenie spalinami, korki uliczne, kiepska infrastruktura, a jednocześnie z drugiej - jest to jeden z największych
w świecie żyjących kompleksów muzealnych. Przez prawie piętnaście stuleci zamknięte przed oczami Europejczyków miasto owiane było legendą. Dla cudzoziemców otworzyło się dopiero w połowie XX wieku.
16:55, mpraczyk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 sierpnia 2006
co było i mineło: Killbear Provincial Park, Georgian Bay...




i była Ottawa, miasto do którego lubię wracać...
zacznę od początku a było tak...
   
18:10, mpraczyk
Link Komentarze (6) »
czwartek, 03 sierpnia 2006
...i była woda, fala, piasek, wydmy, słońce, D,M,K:)
-jezioro Huron, Sauble Beach North-

a oto tak moi dwaj towarzysze spędzili sobotnie popołudnie:)
...ty ale blondi idzie...gdzie? poczekaj muszę sobie ją przybliżyć bliżej...
20:55, mpraczyk
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 lipca 2006


czas na plażę, ciepły piasek, szum fali, zachód słońca...wyruszamy w drogę...pa

a tak na marginesie to chcę podzielić się z wami moim nowym odkryciem muzycznym, piosenkarką BEBE z piosenką MALO, tytuł płyty Pafuera Telaranas...młoda utalentowana hiszpanka z Valencii oczaruje was napewno...polecam:)

aby zamknąć dziś zupełnie furtkę na koniec bajka Małego Bajarza:
Smutna Owca
Dawno temu, za górami i lasami mieszkała sobie owca.
Często miewała depresje. Nic jej się wtedy nie chciało i zachowywała się apatycznie. Na dodatek jej stan wpływał negatywnie na rodzinę i znajomych.
Nikt nie potrafił jej pomóc dopóki nie pojawił się pewien mądry baran, który powiedział tylko:
- Łatwo być smutnym, trzeba odwagi, żeby być szczęśliwym.
18:02, mpraczyk
Link Komentarze (3) »
środa, 26 lipca 2006
Czym jest teraz patriotyzm? I czy w ogóle moje pokolenie wie coś na ten temat?

Jest taki kraj tu nad Wisłą
pod nieba szarym ołowiem.
Tu moje imię, nazwisko,
tu w ziemii moi ojcowie.

I chociaż wciąż narzekają,
że stąd daleko do świata
to tylko w tym jednym kraju
potrafię kochać i płakać.

Bo tylko tutaj sprzedają chleb, który z dzieciństwa pamiętam.

Skrzypi pod nogą wczorajszy śnieg
i najpiękniejsze są święta.

I choć mnie czasem zalewa krew
i myśli mam niezbadane,
to tutaj wrosłem po wieków wiek
drzewem, którego nie złamiesz.

Andrzej Sikorowski

19:21, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7

(...) W MOIM MAGICZNYM DOMU ciepło jest i bezpiecznie. Gościu znużony, gościu znudzony, jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony, zajrzyj tu do nas koniecznie. Tutaj nikt z nikim się nie liczy, gazet nie czyta, plotek nie słucha. Tutaj jest miło i przytulnie, chociaż na świecie zawierucha. Chociaż w powietrzu wciąż coś fruwa, głupieje z wiekiem stara Ziemia, lecz w moim domu, chwała Bogu, nic mimo zmian tych się nie zmienia(...) (fragm. autor: Magda Czapińska) * Life is not about counting the breaths you take. It's about counting the moments that take your breath away. **Dokądkolwiek zmierzasz - rób to całym sercem - Konfucjusz ***Nie marnujcie czasu - Krzysztof Kolbergerg ****Dobro widzi się sercem. *****Żyj tak jakbyś miał umrzeć jutro, a marzenia miej takie jakbyś żył wiecznie - James Dean ******Póki jesteśmy młodzi, wszystko jest przed nami - Juliusz Słowacki *******Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem. ********Postępuj zawsze właściwie. Da to satysfakcję kilku ludziom, a resztę zadziwisz. Mark Twain Gdy maluję - szemrze ocean. Inni malarze pluskają się w wodzie fryzjerskiej - Salvador Dali