Na liściu leży kwiat drzemiący,żółtawobiały jak słoniowa kość. Słodki,że aż nudzi. Przedmiot pachnący - złośliwie tajemniczy świat - dziwny gość wśród nas,ludzi. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
RSS
wtorek, 11 kwietnia 2006


- autor nieznany-
Rodzina Pigmejów- plemie AKA - żyjąca w środkowej Afryce.

Dziś chcę się podzielić razem z Wami z jednym z ciekawszych zdjęć kóre ostatnio widziałam-odkryłam. Przypadkowo buszując po internetowych stronach natrafiłam na powyższą fotkę która wpadłam mi natychmiast w oko. Co mi się podoba w tym zdjęciu? Widoczna bezpośredniość między fotografem a fotografowaną Rodziną - matką i jej dziećmi. I te oczy, spojrzenie, takie ciepłe, wrażliwe i pełne uczucia...mówią same za siebie... Mam ogromny szacunek dla tych ludzi-fotografów którzy potrafią w taki prosty sposób, jasno pokazać wnętrze innego świata-ludzi. WIELKIE BRAWA DLA AUTORA TEGO ZDJĘCIA!!!

Aby przybliżyć świat Pigmejów, ich kulturę, sposób życia i obyczaje pozwoliłam sobie użyć wypowiedz młodego ks. Mariusza Misiorowskiego który w latach 1995-2001 był odpowiedzialny za pracę duszpasterką w parafii Djouth oraz za ewangelizację żyjących tam Pigmejów.
Trochę długawe ale ciekawe...

1. Wstęp
Pigmeje fascynują Europejczyków od tysięcy lat. Już Homer opowiadał o ludziach posiadających wzrost łokcia (gr. „pygme”). W rzeczywistości ludzie zwani pigmejami to grupa kilku a nawet kilkunastu plemion rozproszonych geograficznie, językowo i kulturowo w tropikalnych lasach środkowej Afryki. Wszystkie te szczepy żyły bardzo długo w doskonałej harmonii z naturą oraz w pewnej zależności ekonomicznej od innych plemion. Jednak eksploatacja lasów zwrotnikowych, która zburzyła tę naturalną harmonię, zmusza Pigmejów do zmiany sposobu życia. To, co dla innych Afrykańczyków jest wyborem między tradycyjnym a współczesnym modelem życia dla Pigmejów jest jeszcze barierą nie do pokonania. Zbyt mało wiedzą o świecie by móc w niego wejść „z całym bogactwem własnej kultury”; nie zatracając tego czym i kim są. Trzeba im w tym pomóc. Podejmując się próby takiej pomocy zakłada się pewne ryzyko: po pierwsze, nie zajmiemy miejsca tych małych leśnych ludzi w podejmowaniu ich własnych wyborów: w imię jakich racji i jakich założeń? Po drugie, Pigmeje wcale tego od nas nie oczekują. Jakakolwiek byłaby jednak nasza reakcja, jest pewne że zmiany jakie zaszły w ekosystemie leśnych ludzi są nieodwracalne i nie do odrobienia. W związku z tym twierdzenie że ewangelizacja burzy naturalne środowisko Pigmejów, niszczy ich kulturę i tradycję jest bezzasadne. Uczyniła to już cywilizacja. Ewangelia może ocalić to, czego cywilizacja techniczna jeszcze nie zniszczyła: język, artystyczne środki wyrazu (śpiew, rysunek, taniec), tradycyjne wartości moralne (monogamia, monoteizm). Kościół bowiem nie niszczy kultury rodzimej, przeciwnie: daje jej możliwość rozwoju i trwania. Wystarczy spojrzeć na ocalały dzięki chrześcijaństwu dorobek kulturalny ludów europejskich czy indiańskich (piśmiennictwo, sztuka, muzyka, język). Wiele pieśni czy tańców tych ludów przetrwało jedynie dlatego, że zostały zaadoptowane do liturgii! A jak bardzo cenne dla przetrwania języka rodzimego było i jest tłumaczenie Biblii nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Biblia ks. Wujka jest tego najbardziej spektakularnym dowodem.

2. Tradycyjny sposób życia Pigmejów
Rozmaite grupy Pigmejów żyją w oparciu o bazę ekonomiczną jaką jest zbieractwo i łowiectwo a więc opierają się na eksploatacji naturalnych źródeł utrzymania, bez przemiany środowiska poprzez rolnictwo lub hodowlę. Jedynym zwierzęciem domowym jest pies

Społeczności pigmejskie charakteryzują się brakiem obecności rzemieślników. Każdy członek społeczności jest zdolny do wytwarzania produktów codziennej potrzeby. Za każdym razem, jako że Pigmeje nie obrabiają ani metalu ani gliny, otrzymują przedmioty które im są niezbędne (garnki, noże, harpuny, groty strzał) poprzez wymianę z sąsiednimi plemionami. Żyją w obozowiskach, w półkulistych szałasach z liści. Te obozowiska są tymczasowe: rzadko istnieją dłużej niż kilka miesięcy. Przemieszczający się Pigmeje nie są nomadami; ich obszar wędrówki jest ściśle oznaczony i obejmuje pewien obszar lasu. W każdym razie jedną z granic obszaru jest zawsze wioska z którą Pigmeje podejmują handel wymienny. Ich zajęcia są często wspólnotowe lecz nigdy kierowane przez szefa. Podziwiani za ich sposób polowania (szczególnie na słonie), Pigmeje żywią się głównie pospolitymi ssakami: dziką świnią, pancernikiem, jeżozwierzem, szczurami i małpami. Produkty mięsne są uzupełniane owocami zbieractwa: nyam, liście lian, orzeszki oleiste, larwy motyli, termity i chrząszcze żyjące w pniach martwych drzew. Zbiera się również miód dzikich pszczół. Owoce polowania są przedmiotem podziału między myśliwymi którzy uczestniczyli w nagonce i zabiciu zwierzęcia.

Ciekawa jest legenda o „grzechu pierworodnym” Pigmejów. Wg niej na początku Bóg dzielił życie z ludźmi i dostarczał im wszystkiego, czego potrzebowali. Pewna kobieta przynosiła temu Bogu wodę i drewno ale nie wolno jej było na niego patrzeć. Mimo to pewnego dnia, jak to kobieta, ogarnięta ciekawością spojrzała na niego mimo wszystko. Bóg zdenerwował się i odszedł. Zaczęło wtedy brakować ludziom rozmaitych rzeczy. Ci więc zajęli las. Wygięli zielone drzewa w formie łuku. Później z gałęzi uformowali dom i pokryli go liśćmi tworząc pierwszy szałas (mungulu).

3. Wierzenia tradycyjne Pigmejów.

Życie religijne obejmuje wszystkie aspekty życia codziennego Baka. Istnieje dla nich tylko jeden Bóg, Komba, stworzyciel wszystkiego co żyje, opiekun ludzi. Ten bóg jest jednocześnie początkiem i gwarantem życia socjalnego i wszystkich aktualnych zwyczajów. W kulturze gdzie łowiectwo i zbieractwo posiada zasadnicze znaczenie, szczęście, którego siedzibą jest czoło (libandżo), ma pokaźne miejsce. Dla Baka znalezienie codziennego pożywienia zależy przede wszystkim od szczęścia udzielonego przez Boga a nie od jego wysiłków. Także Bóg jest obiektem spontanicznych modlitw Baka który prosi go o przeżycie, zdrowie, obronę przed niebezpieczeństwami... Za każdym razem szefowie rodzin i starsi plemienia są uprzywilejowanymi pośrednikami między Bogiem a resztą grupy. To oni także udzielają błogosławieństw (śliną zmieszaną z proszkiem z drzewa mahoniowego). Po śmierci duch człowieka (molili - cień) wraca do krainy Boga.

Religijny świat Baka jest zaludniony rozmaitymi duchami. Byłoby właściwsze nazywanie ich duszami, ponieważ wszystkie są prezentowane jako mające wcześniej egzystencję ludzką. Niektóre z tych duchów (dusz) ucieleśnione przez maskę pojawiają się w osadzie w czasie tańców rytualnych. Tylko ci co przeszli inicjację mogą się do nich zbliżyć. Między tymi duchami można rozróżnić Bokela, który naprowadza myśliwych na ślady dzikich zwierząt: Kose, który przewodniczy tańcowi wróżebnemu (nganga) i jego środkom (taniec ognia); Mongelebo, który pojawia się w momencie czyjejś śmierci; Nyabula, który interweniuje po zabiciu słonia; Mboamboa, rodzaj błazna. Specjalne miejsce trzeba przyznać Joboko, duchowi który przewodzi rytowi yeli oraz Jengi, uznawany za największego ducha lasu.

Yeli, ryt zarezerwowany wyłącznie kobietom świadczy o jej wyjątkowej roli w życiu religijnym. Śpiewają one często nawet kilka nocy aby przywołać zwierzęta, przede wszystkim słonie i udzielają swojego błogosławieństwa myśliwym. Wejście w ryt yeli jest swoistego rodzaju rytem inicjacyjnym dla młodej kobiety wchodzącej w dorosłe życie.

Dla mężczyzn podobnym rytem będzie ryt Jengi. Po pewnym czasie inicjacji spędzonym w lesie, młodzi kandydaci powracają do obozu gdzie są rytualnie „zabijani” a następnie „wskrzeszani” przez ducha Jengi, stając się Jego dziećmi mogącymi odtąd liczyć na jego opiekę w przypadku rozmaitych zagrożeń w lesie. Inicjacja ta nie oznacza jednak wejścia w dorosłe życie ponieważ wiek w którym można ją przejść jest bardzo zróżnicowany i nawet zdarza się że członkowie sąsiednich plemion przechodzą ten ryt Baka.

Czary, taniec i legendy
Czary są wzywane na pomoc wtedy, gdy dochodzi do zdarzeń anormalnych: przedwczesna lub spowodowana wypadkiem śmierć, choroba, nieszczęście w polowaniu etc. To wróżbiarz (nganga) odkrywa prawdziwy powód nieszczęścia i wyznacza ewentualnego winowajcę którego oskarża się o pożeranie ludzkich serc. W poważniejszych przypadkach winowajca osądzony jako czarownik (wa-mbu) może być wezwany na „sąd boży” i zmuszony do wypicia trucizny przygotowanej z kory pewnego drzewa. W praktyce oskarżenie o czary jest stosowane by ujawnić ukryte lokalne konflikty. Konflikty te narastają wraz z aktualną ewolucją społeczną; fenomen czarów ma więc tendencję do wzrostu.

Jeśli chodzi o taniec kontekście religijnym to zajmuje on bardzo ważnie miejsce. Jeśli nawet posiada on aspekt rozrywki czy zabawy to jego główna funkcja jest czysto religijna. Większość tańców jest wykonywana w rytmie tam-tamów przez członków swego rodzaju konfraternii którzy przeszli odpowiednią inicjację. Rolą kobiet jest przede wszystkim towarzyszyć tańcom poprzez śpiewy, te śpiewy tak typiczne których technika wokalna spokrewniona jest ze śpiewem tyrolskim (dźwięki bez znaczenia słownego).

Wypada zasygnalizować tutaj bogactwo tradycji ustnej Baka, przede wszystkim w rozmaitych bajkach i opowiadaniach, nawet śpiewanych. Te bajki, będące nośnikami całej koncepcji Baka dotyczącej świata, Boga i człowieka, są bogate w obrazy i w opisy czasami brutalne a jednocześnie wesołe i dotyczą przede wszystkim początków świata, kiedy więc Bóg nazywany Starym stwarzał rozmaite gatunki zwierząt i umieszczał człowieka w świecie lasu.

Aspekt ludyczny i poetycki który charakteryzuje nastrój opowiadanej bajki (noc, dookoła ogniska) nie jest bez znaczenia, ponieważ chodzi tu o prawdziwy teatr gdzie cała społeczność patrzy na siebie i krytykuje siebie.

Kończąc trzeba przypomnieć, że tradycyjny system religijny jest zespolony z ekonomią i życiem socjalnym w ten sposób że nie można mówić o praktykach religijnych bez wspomnienia o innych aspektach życia Baka. Temu, który chciałby je znaleźć, wierzenia i religia Baka dają mocne przekonanie o jedności wszechświata: Bóg, duchy, ludzie, zwierzęta, las tworzą jeden świat żywych gdzie wszyscy mogą się komunikować, wpływać na siebie, dawać i otrzymywać. Religia Baka jest miejscem wyjątkowym gdzie krystalizują się wymiana i relacja.

05:43, mpraczyk
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 10 kwietnia 2006

10 kwiecień

śnieg i słońce! A w słońcu koszula się huśta...

- - - - - - - - uśmiechniętymi usty
dął w nią wiatr kwietniowy.
Na kolanach zwieszona kołysze się, pusta
akrobatka na sznurze,
biała i bez głowy.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


ua28

20:13, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 kwietnia 2006


dziś na zielono(...)
00:25, mpraczyk
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 kwietnia 2006
Najnowsza książka Ryszarda Kapuścińskiego, słynnego polskiego reportera i podróżnika.

24 lutego br. w warszawskiej księgarni
Czuły Barbarzyńca odbyło się spotkanie z Ryszardem Kapuścińskim. Celem spotkania była
promocja najnowszyego tomu wierszy pt. Prawa natury.
Ryszard Kapuściński przyznał, że o poezji jest bardzo trudno mówić. Każdy wiersz jest – jego zdaniem – otoczony milczeniem, wielką ciszą. Dopiero z tej ciszy można wydobyć całe bogactwo.
To niezwykła, rozpisana na strofy, opowieść o świecie; zaskakująca poetycka podróż, w trakcie której uwidacznia się właściwy autorowi dar obserwacji. Ten zbiór wierszy stanowi bardzo mocny wyraz doświadczeń, jakie słynny reporter zbierał przez lata podczas swych licznych podróży.
Autor wierszy wyznał, że poezja towarzyszy mu cały czas. Zawsze czyta wiersze, to doświadczenie drogie i cenne. Jego zdaniem poezja jest skarbnicą języka, a jej wielki humanizm polega m. in. na tym, że przechowuje ona bogactwo, świeżość, cały koloryt języka. Czytając wiersze zanurzamy się w bogactwie języka. Poezja ocala język.
-Wielkie słowa, wielki człowiek-

Prawa natury


W tym miejscu ziemia się ugina
tworzy dolinę
dnem płynie rzeka
wąski nurt
szuka wielkiej wody
widocznej nawet na mapkach szkolnych
chce pogrążyć się w głębinie
zginąć w zielonych odmętach
odtąd stanie się oceanem
groźnym i nieprzebytym
pochłonie śmiałka szaleńca rozbitka
zetrze ich z falującej ruchliwej powierzchni
zostaną te same prawa natury
po życiu śmierć
na końcu słonecznej doliny
Styks i mrok lodowaty
jakaś następna rzeka tonie
w przepaści oceanu

Bóg patrzy milczy

Bóg patrzy milczy
pozwala byśmy myśleli w jego imieniu
mówili w jego imieniu
jest wielką biernością tylko
możliwym kształtem naszej wyobraźni
Można go posadzić na obłoku
dorysować mu brodę
skronie pokryć siwizną
zasępić czoło
ściemnić wzrok
Ale może to silny mężczyzna
z tych co to wiecznie młodzi
niestrudzony ruchliwy pełen pomysłów
gotów eksperymentować do końca
narzucać różne warianty istnienia
rozgrywać najtrudniejsze partie
wymyślać najbardziej krwawe gry
i wciągać nas w to wszystko
Aż udręczeni wyczerpani wędrówką
po zmarszczonej skórze ziemi jałowej
głosem błąkającym się w spękanych
korytarzach gardeł
wznosimy
Zmiłuj się nad nami!

Ryszard Kapuściński, Andrzej Wajda z żoną.

Ryszard Kapuściński z Magdaleną Cielecką.
fot. arch. czuły barbarzyńca

O Ryszardzie Kapuścińskim:
"Nie jest po prostu podróżnikiem i nie jest po prostu reporterem. Jest nadzwyczaj przenikliwym obserwatorem dziejów współczesnych i chce być najbardziej jak można obserwatorem bezpośrednim." - Leszek Kołakowski.

00:04, mpraczyk
Link Komentarze (2) »
środa, 05 kwietnia 2006


Olga Boznańska
Portret dwojga dzieci na schodach.
1898. Olej na płótnie. 102 x 75 cm.
Muzeum Narodowe, Poznań.


Dla H&M:

Z okazji narodzin waszej córeczki Alicji,
która swoim przyjściem na świat
uradowała tak wiele osób,
życzymy Wam, aby rosła duża,
silna i zdrowa, i żeby była dla Was
źródłem nieustającej radości.

Dnia drugiego kwietnia, roku pańskiego dwa tysiące sześć o godzinie 21:45 w Poznaniu przyszła na świat mała Alicja Maria. Ogromna radość w rodzinie:)
Witaj Alicjo, mały aniołku!!!
ciocia z wujem



Autoportret
(fragment).

Olga Boznańska
1893. Olej na płótnie. 70 x 57 cm.
Muzeum Narodowe, Warszawa.


Olga Boznańska

Kraków 1865 - Paryż 1940
Malarstwa uczyła się prywatnie w Krakowie m.in. u Antoniego Piotrowskiego i Kazimierza Pochwalskiego a podczas pobytu w Monachium (1886-98) uczęszczała do prywatnych szkół artystycznych. Od 1898 roku mieszkała w Paryżu. Od 1898 była członkinią Towarzystwa Artystów Polskich Sztuka, od 1901 Société Nationale des Beaux Arts.
Malowała głównie portrety (Portret dwóch dziewczynek 1896, Autoportret 1900), studia figuralne (W ogrodzie 1891, Dziewczynka z chryzantemą 1894), kwiaty, pejzaże i wnętrza. Indywidualny styl malarski Olgi Boznanskiej był wynikiem swobodnej interpretacji zasad impresjonizmu, z którego przejęła rozjaśnioną gamę barwną, miękki, roztopiony w szaromglistej atmosferze rysunek i fakturę obrazu, zachowując koloryt lokalny.
zrodlo: Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1973.
18:50, mpraczyk
Link Komentarze (1) »

Oratorium "Tu es Petrus"- nadzyczajne!!!
Byłam, widziałam...coś wspaniałego...naprawdę polecam...warto posłuchać i obejrzeć. Wspaniałe głosy, wspaniałe wykonanie, niezwykłe przeżycie!
18:03, mpraczyk
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 kwietnia 2006
Nie Opuścił NAS...
Chyba nigdy w dziejach świata śmierć jednego człowieka nie wywołała takiego poruszenia. Chyba nikt nie był tak opłakiwany przez tak wielu ludzi różnych ras, religii, narodów. Chyba nikt nie miał takiego wspaniałego pogrzbu. U każdego z nas Ojciec Święty miał swoje miejsce w sercu, w myślach. Każdemu z nas coś dał, chociaż może do końca sobie tego nie uświadomimy. Był największym skarbem nie tylko nas, katolików, ale całego świata. Nazywano go prorokiem, apostołem pokoju, papieżem, praw człowieka, mężem Bożym. Dla nas był przede wszystkim kochanym ojcem, który potrafił zganić, ale zaraz potem wziąć na kolana i przytulić.
To nieprawda, że nas opuściłeś. Każdy z nas do końca swoich dni będzie miał w uszach Twój głos, każdy będzie miał w pamięci Twoją białą postać, uśmiech, gest błogosławieństwa. Będziemy pamiętać Twoje słowa, które są najpiękniejszym komentarzem do Ewangelii.
Grzegorz Polak

Posiadam parę kopii listów napisanych przez polaków o Ojcu Świętym, oto jeden z nich napisany przez Marcina z Gdańska:

WIERNY OJCZYŹNIE
Mam 31 lat i mieszkam w Polsce od niedawna. Urodziłem się w Wiedniu, dokąd moi rodzice wyjechali po 1968 roku. Kedy mój ojciec przykażdej okazji mówił, że jestem Polakiem, że kiedyś muszę wrócić do Ojczyzny , że jestem jej to winien - nie rozumiałem tego. Cóż mogłem być winien krajowi, który pozbawił domu moją rodzinę? Ojciec jest żarliwym katolikiem, byliśmy razem na pielgrzymce w 1991 roku, potem w 1995, po 1999 postanowiłem zostać. Pokochałem Ojca Świętego, a razem z nim Tatry, Kraków, Częstochowę. Nigdy nie słyszałem słów, które kazały mi zostać w Polsce, a które Jan Paweł II powiedział w 1979 roku: "Zanim stąd odejdę, proszę Was, abyście to całe dziedzictwo, któremu na imię Polska raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością - taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na Chrzcie Świętym Abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili. Abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy. Proszę Was, abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słaności, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało, abyście od Niego nigdy nie odstąpili".
Takiej prośbie nie mogłem odmówić.



"Stało się drugiego kwietnia"
godz. 21:37
W ciepły wiosenny wieczór - pokorny, skromny sam,
Strudzony Pielgrzym Świata - u nieba stanął bram.
A tam mu już Piotr Święty ciężkie wrota odmyka,
A tam go uśmiechnięty Pan Bóg na progu wita.
A z ziemi bicie dzwonów głosi mu pożegnanie,
Że aż u Bram Niebieskich słychać ich wołanie.

Uśmiecha się Piotr - Słyszysz Panie jak mu grają?
Nie chcą go przecie oddać, bardzo go kochają.
Dałeś go tam na chwilę, na kawałek drogi,
A dla nich już bez niego świat zimny i wrogi.

Wyciągnął Pan Bóg rękę - Chodź, spocznij po drodze,
Boś się tam napracował i nacierpiał srodze.
Wiele po Twej wędrówce dobrba pozostało
Dałeś ludziom miłości i ciepła niemało.
Wyprostuj znów ramiona, piersiom daj wytchnienie,
Niechaj Cię już opuści słabość i cierpienie.

Pielgrzym się wyprostował, popatrzył zdumiony
Poczuł się znowu silny jakby odmłodzony
- Skoro mnie Panie Boże wezwałeś do siebie.
To masz tu pewnie dla mnie pracę pilną w Niebie.
Wszak nie na odpoczynek, ni na próżnowanie
Wezwałeś mnie do siebie Sprawiedliwy Panie.
Nie umiem odpoczywać. Nie umiem próżnować.
Mogę znowu dla Ciebie jak dawniej pracować.
Tylko, jeśli pozwolisz, nim zacznę od nowa
Chciałbym ja, choć na chwilę zajrzeć do Krakowa,
Pozwól mi Wadowice odwiedzić w milczeniu,
Daj raz na moje Tatry popatrzeć w skupieniu,
Bo dawno tam nie byłem, zajrzeć mi tam trzeba,
Bo tam mój dom pozostał, początek dla Nieba (piękniejszy od Nieba)

I uśmiechnął się Pan Bóg - Idź odwiedź swe strony,
A potem mam dla Ciebie pracę (nieskończoną) Pielgrzymie strudzony
Duch Twój we świat wyruszył, by głosić po drogach,
Że wszyscy tam należą do jednego Boga.
Aby nie zapomnieli możni tego świata
Tego, czego uczyłeś przez te długie lata.
Będziesz Patronem Prawdy ...

Ilona
Poznań, 3 kwietnia 2005 r.

- Wiersz ten otrzymałam krótko po śmierci Jana Pawła II od swojej kumpeli -

16:01, mpraczyk
Link Komentarze (4) »
sobota, 01 kwietnia 2006

Prima Aprilis - uważaj, bo się pomylisz!
Pierwszy kwietnia? bajów pletnia.

W prima aprilis się omylisz, gdzie postąpisz, gdzie się schylisz.

Zgodnie z dawnym zwyczajem prima aprilis, czyli pierwszy kwietnia, jest dniem wzajemnego wprowadzania się w błąd, nabierania i oszukiwania dla żartu: Na prima aprilis nie wierz, bo się omylisz. Obyczaj ten wywodzi się prawdopodobnie z rzymskiego święta Cerealiów, obchodzonego na początku kwietnia ku czci Cerery, bogini urodzaju. W Polsce już w XVI wieku uchodził za dawny, a Wacław Potocki napisał:
Prima Aprilis, albo najpierwszy dzień kwietnia,

Do rozmaitych żartów moda staroletnia.

Ale żart żartowi nierówny. Są żarty sympatyczne, są też grubiańskie czy wręcz niesmaczne. Ponoć w dawnych wiekach naszej "złotej wolności" panowie bracia potrafili w tym dniu poczęstować gościa pierogami nadziewanymi trocinami czy kawą przyrządzoną z gliny. Wysyłano również listy ze zmyślonymi wiadomościami, dziwaczne prezenty lub po prostu kartkę z napisem: Prima Aprilis. Również w XX wieku nie wszystkie żarty primaaprilisowe były miłe, o czym świadczą reprodukowane pocztówki, opatrzone, jak widać, niewybrednymi wierszykami. Obie wysłano 1 kwietnia 1926 roku z Warszawy. Lepiej nie brać z nich przykładu – 1 kwietnia żartujmy, ale ze smakiem.



Pocztówkę udostępnił Warszawski Antykwariat Naukowy "Logos", Al. Ujazdowskie 16.
żródło: "Mówią Wieki" - portal magazynu historycznego
05:41, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 marca 2006
Szpinakowe szaleństwo

Ostatnio zajadam się sałatką ze szpinaka...oh jaka pychota, i ile żelaza, energii i...dobroci w takiej małej zielonej zieleninie...

Szpinakowa sałatka (żródło energii!!!)

- świeży szpinak
- jeden lub dwa ząbki czosnku
- pół cytryny
- odrobinę żółtego sera
wykonanie: szpinak należy pokroić, dodać zmiażdżony lub pokrojony drobniutko czosnek, następnie całość polać cytryną a na koniec posypać starty żółty serek.
Polecam:)

04:46, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 marca 2006
I Rocznica Śmierci JANA PAWŁA II
Drugiego kwietnia przypada pierwsza rocznica śmierci Jana Pawła II. Z tej okazji nasza parafia Matki Bożej Królowej Polski w Scarborough zaprasza na obejrzenie Oratorium "Tu es Petrus" wykonane przez chór i orkiestrę symfoniczną Filharmonii Kieleckiej z udziałem znanych solistów - z ubiegłego roku - półtora miesiąca po śmierci Papieża. Rzecz znakomita i niezwykle wysokich lotów. Parafia posiada nagranie DVD z tego koncertu, planowane są dwa seanse. Pierwszy w sobotę 1 kwietnia po Mszy św. wieczornej (godz.19:00), drugi w niedzielę 2 kwietnia również po Mszy św. wieczornej (godz. 19:30). Całość ma być wyświetlona na specialnym sprzęcie i dużym ekranie.
W imieniu ks. Rakieja i moim serdecznie zapraszam. Rzecz jest godna uwagi i wspaniała.
17:50, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
Pierwsze promienie słoneczne
Od paru dni słoneczko zawitało również u nas...natychmiast ruszyło hasło plecak, namiocik, canoe, książka, oczywiście D. i następna przygoda.

Jednak trzeba jeszcze trochę poczekać na te piękne dni...



17:49, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 marca 2006
CAMILLE
Od czasu kiedy D. rozpoczą dalszą naukę języka francuskiego, w naszym domu słyszy się ten język w radiu i telewizji. Wynikiem tego "naszego francuskiego szaleństwa" przez przypadek na francuskim kanale TV5 natrafiłam na program muzyczny o młodej Francuzce, która w tej chwili jest jedną z najbardziej popularnch wokalistek we Francji. Oczywiście wywiad z nią był dla mie czarną magią, bo ja ani me ani be po francusku-analbafetyzm totalny. D. nie był w tym momęcie osiągalny aby pomóc mi w rozszyfrowaniu o czym rozmawiał dziennikarz z Camille, w tym momęcie pozostała mi sama muzyka i jej śpiew. Kurcze chyba sie wezmę za francuzki, a tak serio to francuzi naprawdę emitują wiele ciekawych i wartościowych programów. Wracając do Camille, coś pięknego, zafascynowała mnie swoją naturalnością i świeżością melodii. Dawno czegoś takiego nie słyszałam! Camille wykonuje swoje utwory tylko za pomocą swoich strun głosowych - a cappella, ale również słyszymy instrumenty, one są tylko tłem całośći.
Niesamowity talent, orginalność i czystość dzwięku!!! Naprawdę polecam, superancka ucieczka w nieznane...

Camille - Le Sac Des Filles - 2003 - Camille debiutancka płyta
Camille - Le Fil - 2005
Camille - Live au Trianon - 2006

21:37, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 marca 2006
Sikora "królem sprintu"!
Tak jest Tomek jest królem sprintu! W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata awansował na 5 miejsce. Natomiast w klasyfikacji sprintu w sezonie 2005/06 polski biathlonista zajął PIERWSZĄ POZYCJĘ!!!

GRATULACJE TOMEK!!!! WSPANIAŁY SEZON...WSZYSTKIEGO NAJ!

Klasyfikacja generalna Pucharu Świata w sezonie 2005/06 (23.03):

lp.
zawodnik
kraj
pkt.
1.Ole Einar BjoerndalenNorwegia712
2.Raphael PoireeFrancja683
3.Sven FischerNiemcy638
4.Michael RoeschNiemcy546
5.Tomasz SikoraPolska543
6.Halvard HanevoldNorwegia537
7.Vincent DefrasneFrancja495
8.Frode AndresenNorwegia476
9.Michael GreisNiemcy470
10.Rico GrossNiemcy446
74.Wiesław ZiemianinPolska11


Końcowa klasyfikacja generalna sprintu w sezonie 2005/06:


lp.
zawodnik
kraj
pkt.
1.Tomasz SikoraPolska256
2.Ole Einar BjoerndalenNorwegia251
3.Raphael PoireeFrancja243
4.Sven FischerNiemcy232
5.Vincent DefrasneFrancja227
6.Rico GrossNiemcy214
7.Frode AndresenNorwegia211
8.Michael RoeschNiemcy211
9.Halvard HanevoldNorwegia201
10.Carl Johan BergmanSzwecja193
70.Wiesław ZiemianinPolska5
zródło: www.sport.onet.pl
17:10, mpraczyk
Link Komentarze (1) »
...400 metrów pod wodą...
Słuchając dzisiejszych (22.03.06) wiadomości usłyszałam, że wczesnym rankiem o godzinie 1:30 zatonął prom na wodach Oceanu Sopokojnego w Brytyjskiej Kolumbi, Kanada. Cała załoga wraz z pasażerami została uratowana przez lokalną grupę ratunkową. Queen of the North, Królowa Północy tak nazywał się prom płynący z Prince Rupert do Port Hardy, Vancouver Island.
Po wysłuchaniu tej wiadomości oprzytomniałam że, przecież my w lipcu ubiegłego roku płyneliśmy Królową Północy do Prince Rupert. O kurcze! to nie możliwe, pamiętam doskonale ten rejs, trwał on piętnaście godzin i był to jeden z najpiękniejszych rejsów w tamtej okolicy. Dziś Królowa Północy spoczywa w zimnych wodach Pacyfiku, żegnaj pani...
Po więcej informacji sięgnij poniżej:
http://www.chron.com/disp/story.mpl/ap/world/3741105.html
04:54, mpraczyk
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 marca 2006
Będę mogła uzupełnić swoją bibliotekę
-ARKADY FIEDLER (PAP)-Wielka radość w domu! Nareście ukażą się wszystkie powieści Arkadego Fiedlera. Rodzina pisarza podpisała umowę z wydawnictwem Bernardinum na wydanie wszystkich tytułów powieści podróżnika. Wydawnictwo ma wydawać dwie książki rocznie z trzydziestu dwóch powieści stanowiących spuściznę twórcy. Tak, tylko dwa tytyły rocznie, trochę mało:(
Pierwszą powieścią która się ukażę już za trzy tygodnie jest Gorąca wieś Ambinanitelo (powieść mówiąca o Afrykańskiej wyspie Madagaskar). Jest już zamówiona...teraz tylko czekamy na piękną, pachnącą książkę...oh jak mało trzeba człowiekowi do szczęścia...


ARKADY FIEDLER (PAP)


A tak na marginesie, rodzinę Fiedlerów znamy osobiście. Sześć lat temu mieliśmy przyjemność poznania większość rodziny i spędzenia wspaniałej lipcowej niedzieli kiedy to synowie Arkadego, Marek i Arkady wraz z swymi rodzinami ugościli nas w swoim rodzinnym domu w Puszczykowie. Nigdy nie zapomnę tego spotkania , rozmów, ciepła, gościnności, białego obrusu na stole, pysznego jedzonka, dobrego wina, trzech psów siedzących i słuchających naszych pogaduszek i śmiechów. Sam dom, nazywany jest przez miejscowych "Fidlerówko", jest to poprostu mekka, która otwiera wrota do przepięknego świata podróży i przygody. Oh, mieć taki dom to poprostu marzenie. Fiedlerowie to przemili ludzie ich otwartość zaskoczyła mnie ogromnie. Opowiadali nam o swoim ojcu Arkadym, dzieciach, o planach, było cudnie. Arkady powiedział nam, że dla Ojca Kanada była krajem do którego najczęściej powracał myślami i najmilej wspominał. Najstarszy syn Fiedlera Arkady poszedł w ślady Ojca, podróżuje, pisze kontynułuje to co ojciec zaczął. Dla Arkadego Ameryka Południowa, Peru stanowi szczególne miejsce, może dlatego, że jego matka była peruwianką.
Dla nas życie Arkadego Fiedlera i jego powieści są powieściami naszego życia...a szczególnie dla D.


ARKADY FIEDLER

Wybitny pisarz i podróżnik Arkady Fiedler ur.28.11.1894 w Poznaniu - zm.7.03.1985 w Puszczykowie. Był synem Antoniego Fiedlera, znanego poznańskiego poligrafa i wydawcy. On to właśnie ukształtował osobowość młodego Arkadego, rozbudził w nim namiętne zainteresowanie przyrodą. "Uczył mnie kochać rzeczy takie, obok których inni ludzie przechodzili obojętnie" - wspomni później pisarz o swym ojcu.

Po ukończeniu szkoły realnej w Poznaniu, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim filozofię i nauki przyrodnicze. Studia przerwała I wojna światowa. W latach 1918-19 brał udział w powstaniu wielkopolskim i należał do Polskiej Organizacji Wojskowej.

Debiutował w 1917 cyklem wierszy "Czerwone światło ogniska" na łamach poznańskiego "Zdroju". W 1926 wydrukował w odziedziczonym po ojcu zakładzie chemigraficznym reportaż ze swej wyprawy: "Przez wiry i porohy Dniestru". A w 1928 wyruszył w pierwszą, wielką podróż do południowej Brazylii. Przywiózł z niej bogate zbiory zoologiczne i botaniczne, które bezinteresownie przekazał Muzeum Przyrodniczemu i innym placówkom naukowym w Poznaniu, i nie mniej bogate wrażenia, które opisał w książkach "Bichos, moi brazylijscy przyjaciele" i "Wśród Indian Koroadów".

W 1933 urzeczywistnia swe najgorętsze marzenie: rusza do Amazonii, do najbujniejszej pod słońcem puszczy tropikalnej. Wyprawa zaowocowała książką "Ryby śpiewają w Ukajali", która przyniosła pisarzowi wielką, popularność i uznanie czytelników. W 1936 wydał "Kanadę pachnącą, żywicą". W tym samym roku otrzymał nagrodę literacką miasta Poznania i Srebrny Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury.

Wybuch II Wojny Światowej zastał Fiedlera na Tahiti. Porzucił baśniową wyspę, by wybrać żołnierski los. Przez Francję dotarł do Anglii, gdzie poznał polskich lotników bohatersko walczących w Bitwie o Wielką Brytanię. Napisał o nich głośną książkę "Dywizjon 303" - jej przedruki krążyły w okupowanym kraju, krzepiąc ducha. Pływał też na polskich statkach handlowych - wysiłek wojenny naszych marynarzy opisał w książce "Dziękuję ci, kapitanie".

W 1946 wrócił do ojczyzny i zamieszkał w Puszczykowie pod Poznaniem. Nadal wiele podróżował - odwiedził Meksyk, Indochiny, Brazylię, Madagaskar, kilkakrotnie Afrykę Zachodnią. Plonem tych podróży były m.in. "Dzikie banany", "Piękna straszna Amazonia", "Madagaskar okrutny czarodziej", "Spotkałem szczęśliwych Indian". Napisał powieści dla młodzieży: "Mały Bizon", "Wyspa Robinsona", "Orinoko", książki autobiograficzne - "Mój ojciec i dęby", "Wiek męski - zwycięski".

W swoim 90-letnim życiu odbył 30 wypraw i podróży. Do każdej przygotowywał się niezwykle starannie, studiując mapy , atlasy, czytając książki o krajach, do których się wybierał, korespondując z tamtejszą Polonią.

W dorobku ma 32 książki wydane w 23 językach i przeszło10-milionowym nakładzie. Jego książki urzekają plastyką opisu, pasjonująco, barwnie zbliżają czytelnikowi ludzi o różnych kolorach skóry, uczą szacunku dla innych kultur i obyczajów, opiewają piękno przyrody.

W 1957 Fiedler po raz drugi został laureatem nagrody literackiej miasta Poznania, a w 1978 - nagrody państwowej I stopnia. W 1969 otrzymał najsympatyczniejsze odznaczenie - Order Uśmiechu.

W 1974 pisarz zachęcony namowami czytelników stworzył wraz z rodziną prywatne muzeum podróżniczych trofeów w swym puszczykowskim domu.

18:40, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 marca 2006
Marcowa dziewczyna
Przyszła na świat maleńka dziecina
Ku radośći mamy i radości taty.
Niech nam biała główka rośnie zdrowo, mądrze
Z piękną duszą, sercem i oblicza dobrem
Niech jej Bóg da szczęście, radość, zdolność, płodność
A rodzicom Mai wytrwałości i zdolności.


- Macierzyństwo, 1905 -
Stanisław Wyspiański

-w niedzielę, dziewiętnastego marca, dwa tysiące szóstego roku o godzinie dwudziestej pierwszej czterdzieści jeden w Poznaniu przyszła na świat maleńka Maja Teresa-

WITAJ MAJU W RODZINIE:)
CIOCIA Z WUJEM


Wyspiański, Stanisław (ur. 1869 Kraków, zm. 1907 Kraków)
Poeta, malarz, autor dramatów i scenograf. Syn rzeźbiarza Franciszka i Marii z Rogowskich. Szkoły ukończył w Krakowie (1875-79 Szkołę Ćwiczeń przy Seminarium Nauczycielskim, 1879-87 gimnazjum Św, Anny). Przyjaźnił się z J.Mehofferem, H.Opieńskim i S.Estreicherem. Już w latach szkolnych ujawniły się jego uzdolnienia plastyczne (pierwsze datowane rysunki z 1879), a także zainteresowania teatrem (1880/81 - samodzielnie skomponowany teatr kukiełkowy, zainteresowanie Szekspirem; 1882 założył kółko dramatyczne, do którego należeli J.Mehoffer, H.Opieński, S.Estreicher, L.Rydel). Już w 1884 uczęszczał na Oddział Rysunków Szkoły Sztuk Pięknych do F.Cynka, W.Łuszczkiewicza i J.Matejki, który w latach 1889-90 zaangażował go wraz z J.Mehofferem do współpracy przy polichromii kościoła Mariackiego). W tym samym roku zapisał się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego, uczęszczając na wykłady i seminaria z historii, historii sztuki i literatury. W latach 1888-89 odbył dwie podróże inwentaryzacyjno-artystyczne po Kielecczyźnie i Podkarpaciu pod kierunkiem prof. S.Tomkowicza. W 1890 za radą K.Stryjeńskiego odbył większą podróż po Europie: Włochy, Szwajcaria, Francja, Niemcy, Praga. W latach 1891-94 przebywał w Paryżu, gdzie uczęszczał do Academie des Beaux-Arts i Academie Colarossi. W 1897 był jednym z członków-założycieli Towarzystwa Artystów Polskich "Sztuka", a także objął kierownictwo artystyczne pisma prowadzonego przez S.Przybyszewskiego "Życie". W 1902 został członkiem i uczestnikiem wystaw Towarzystwa "Polska Sztuka Stosowana", w tymże roku został powołany na docenta w katedrze malarstwa religijnego w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych; W 1905 został wybrany do rady miejskiej Krakowa. Był laureatem nagrody artystycznej Akademii Umiejętności fundacji P.Barczewskiego: 1901 - za kartony witraży wawelskich, 1905 - za cykl pejzaży z Kopcem Kościuszki.

22:20, mpraczyk
Link Komentarze (7) »
Rana...
Było naprawde miło kiedy to moja kumpela Rana wpadła na tydzień do mojego gniazdka. Było dużo gadania, śmiania, dobrych niespodzianek!!!, gry w tawle, i dobrego objadania. Znamy się parę ładnych lat, jest to osoba pełna wdzięku i piękna. Razem studiowałyśmy na tym samym uniwerku w Ottawie, gdzie to próbowałyśmy obydwie zawojować świat:)cudne czasy, piękne czasy. Potem Rana objechała kawał świata, gdzie szalała i czasami płakała, a na końcu wylądowała u mnie w domu. Właśnie ona przybliżyla mi świat bliskiego wschodu, świat który był dla mnie zupełnie obcy, nieznany, daleki a dla niej czymś bardzo bliskim. Ona otworzyła mi drzwi do swego świata, domu, rodziny i kultury. Dzięki Rana...
22:10, mpraczyk
Link Komentarze (4) »
czwartek, 16 marca 2006


-Ania 28-
Zdrowia, szczęścia, mnóstwa gwiazd nocą, wspaniałych przebudzeń po krzepiącym śnie, wygodnych butów, ciepłych zimą skrpetek, ciszy wśród opadających płatków śniegu i zobaczenia, że każdy płatek jest słońcem!


-torcik-

P.S.
...coś małego......i pięknego...
17:54, mpraczyk
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 marca 2006
Słuchajcie!!! Na paryskich ulicach pojawiły sie automaty z książkami. Czy to nie jest cudowne, każdy mieszkaniec Paryża, może sięgnąć po książkę o każdej porze dnia. W automacie znajdują sie różniste tytuły, takie jak na przykład klasyka: Odyseja Homera czy Alicja w Krainie Czarów L. Carrolla, nie brakuje również nowości: Kwiaty zła Charlesa Baudelaire'a, podręczników (np. odmiany czasowników) lub słownika angielsko-francuskiego czy książki kulinarnej. Cena kupna książki wynosi około 2,45 dolara. Automaty książkowe znajdują sie na najtłoczniejszych stacjach metra i na skrzyżowaniach w centrum miasta. Sam automat przypomina wyglądem maszynę ze słodyczami-batonikami.
żródło: Associated Press
Czytając dzisiejszy artykuł buzka mi się uśmiechneła, i serduszko mocniej zastukało, i automatycznie zadałam sobie takie pytanie. Czy w takim kraju jak Kanada w którym teraz żyję takie cacko bedzie stało na jakimś torontońskim skrzyżowaniu czy na stacji metra?
00:01, mpraczyk
Link Komentarze (4) »
środa, 08 marca 2006
-Dziś CZERWONE TULIPANY...

...dla wszystkich Pań-
Bądź zawsze szczęśliwa, złym losom nieznana, uprzejma, czuła, tkliwa, przez wszystkich kochana.
00:12, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 marca 2006
Królestwo flory na górze Olimp.





Zdjęcia zostały wykonane przez amatora idącego górskim szlakiem na górę Olimp - siedzibę bogów olimpijskich, w tym najważniejszego - Zeusa.
Olimp jest najwyższą i najbardziej urzekającą górą w Grecji, która wyrasta nad samym Brzegiem Zatoki Termajskiej na około 3000 metrów nad poziomem morza. Jej zbocza porośnięte są gęstym lasem i dzikimi kwiatami, które rosną tylko tutaj i nigdzie indziej w całej Grecji. Sama trasa jest dosyć długa, forsowna i pod żadnym względem nie wolno lekceważyć pogody, która zmienia się tutaj często i niespodziewanie.
16:00, mpraczyk
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 marca 2006

-pamiętasz?-
Wspaniałe góry, wspaniały czas...moja dzisiejsza eskapada...

Witajcie, kochane góry,
O, witaj droga ma rzeko!
I oto znów jestem z wami,
A byłem tak daleko!
-JAN KASPROWICZ-

01:15, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 marca 2006

-odbicie-
03:10, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
Czy człowiek jest kowalem własnego losu?
Właśnie to znane przysłowie mówi, że każdy jest kowalem swojego losu. Mądrość ludowa każe wierzyć w możliwość kreowania własnego życia, nadawania mu kształtu zbliżonego do naszych marzeń i pragnień.

„Człowiek robi się podobny do swojego losu” zwłaszcza, gdy zewnętrzne okoliczności radykalnie wpływają na nasz byt, bez możliwości ingerencji z naszej strony, jednak w większości przypadków to człowiek jest „kowalem swojego losu” i od niego zależy osiągnięcie sukcesu w życiu.

Biblionetka dziś poleca...
Richard Wiseman jest w tej chwili najpopularniejszym i najczęściej cytowanym psychologiem w Wielkiej Brytanii. Zajmuje się badaniami nad szczęściarzami i pechowcami. "Kod szczęścia" to lektura fascynująca, odsłania bowiem mechanizmy i zasady myślenia i postępowania ludzi, którzy uważają się za szczęściarzy. Wiseman relacjonuje całą masę eksperymentów i wywiadów, jakie przeprowadzono ze szczęściarzami i z pechowcami.

Richard Wiseman sformułował cztery główne zasady, którymi kierują się szczęściarze:

1. Szczęściarze maksymalnie wykorzystują przypadkowe możliwości.
2. Kierują się intuicją i ufają swoim przeczuciom.
3. Z optymizmem patrzą w przyszłość i zawsze oczekują czegoś dobrego.
4. Dostrzegają plusy każdej sytuacji, wyobrażając sobie, że mogłoby być gorzej, nie rozpamiętują porażek i biorą los w swoje ręce.

Ciekawe badania przeprowadza ten pan Richard Wiseman, badania nad szczęściarzami i pechowcami.  Jestem tylko ciekawa ilu na świecie jest tych szczęściarzy a ilu pechowców?  Tak by brzmiało moje pytanie do pana psychologa Wismana.


-polny kwiat-
00:59, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 marca 2006

-przez prerie-
03:54, mpraczyk
Link Dodaj komentarz »

(...) W MOIM MAGICZNYM DOMU ciepło jest i bezpiecznie. Gościu znużony, gościu znudzony, jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony, zajrzyj tu do nas koniecznie. Tutaj nikt z nikim się nie liczy, gazet nie czyta, plotek nie słucha. Tutaj jest miło i przytulnie, chociaż na świecie zawierucha. Chociaż w powietrzu wciąż coś fruwa, głupieje z wiekiem stara Ziemia, lecz w moim domu, chwała Bogu, nic mimo zmian tych się nie zmienia(...) (fragm. autor: Magda Czapińska) * Life is not about counting the breaths you take. It's about counting the moments that take your breath away. **Dokądkolwiek zmierzasz - rób to całym sercem - Konfucjusz ***Nie marnujcie czasu - Krzysztof Kolbergerg ****Dobro widzi się sercem. *****Żyj tak jakbyś miał umrzeć jutro, a marzenia miej takie jakbyś żył wiecznie - James Dean ******Póki jesteśmy młodzi, wszystko jest przed nami - Juliusz Słowacki *******Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem. ********Postępuj zawsze właściwie. Da to satysfakcję kilku ludziom, a resztę zadziwisz. Mark Twain Gdy maluję - szemrze ocean. Inni malarze pluskają się w wodzie fryzjerskiej - Salvador Dali